środa, 4 września 2019

Świetny debiut literacki | "Jedyne takie miejsce" Klaudia Bianek | Recenzja

Świetny debiut literacki | "Jedyne takie miejsce" Klaudia Bianek | Recenzja


Lena już od najmłodszych lat miała problemy w szkole. Rówieśnicy kpili z jej skromnych ubrań, z jej nieśmiałości i charakteru. Jedynym wytchnieniem dziewczynki od tego koszmaru były wakacje, kiedy do domku obok przyjeżdżał jej najlepszy przyjaciel. Był osobą, która ją rozumiała, wspierała i nigdy nie dała powodu do przykrości. Dzieci zwierzały się sobie, planowały tajne misje i po prostu dobrze się bawiły. Niestety pewnego lata chłopiec nie pojawił się u swojego dziadka, a Lena pozbawiona tej beztroski została sama z problemami dziecięcych lat.

Rok po roku mijały kolejne wakacje, a nastolatka straciła już nadzieję, że kolega z dzieciństwa pojawi się jeszcze w okolicy. Coraz mniej o nim myślała, zwłaszcza że miała swoje kłopoty. W wieku piętnastu lat zaszła w ciążę, a nienawiść rówieśników i znęcanie się w szkole wzrosły jeszcze mocniej. 

Teraz już osiemnastoletnia Lena jest cudowną, kochającą matką, mimo tego, że jej synek wychowuje się bez ojca. Ubóstwia swoje dziecko ponad wszystko. Przeszła wiele trudnych chwil, ale dla takiego skarbu było warto przez to przejść.

Pewnego dnia pod sąsiedni dom podjeżdża nieznajomy samochód. Okazuje się, że w odwiedziny do swojego dziadka przyjechał Alan, pokrewna dusza kilkuletniej Leny. Mężczyzna postanowił pojawić się w ukochanym miejscu po tym, jak nakrył na zdradzie swoją dziewczynę, kończąc tym samym czteroletni związek.

Czy Lena i Alan porozumieją się po dziesięciu latach rozłąki? Czy młoda kobieta dopuści do siebie dawnego przyjaciela, mimo odniesionych w przeszłości ran? Co ukrywają przed sobą młodzi ludzie? Czy ich tajemnice zdołają zepsuć nić porozumienia?

Jeszcze na długo przed premierą cała blogosfera znała okładkę tej książki. Stało się tak za sprawą wydawnictwa, które ogłosiło konkurs na najlepszą powieść. Już wtedy byłam bardzo ciekawa, jaka historia okaże się na tyle dobra, żeby wygrać. Po ogłoszeniu wyników i pojawieniu się opisu w internecie wiedziałam, że muszę przeczytać debiut Klaudii Bianek. Zaciekawił mnie bowiem do tego stopnia, że nie mogłam się doczekać sięgnięcia po swój egzemplarz. 

Już od pierwszych stron bardzo polubiłam lekki i przyjemny styl pisania autorki. Wszystkie zdarzenia zostały dopracowane i opisane w taki sposób, że czytelnik koniecznie musi wiedzieć, co wydarzy się dalej. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie mogłam oderwać się od lektury. Całość dopełniły świetne, naturalne i realne dialogi przepełnione emocjami. 

Kolejnym elementem, który przypadł mi do gustu, są bohaterowie. Zostali bardzo dobrze wykreowani. Klaudia Bianek sprawiła, że nie stali się oni płytcy i jednowymiarowi, a wręcz przeciwnie. Ja miałam wrażenie, że istnieją naprawdę i być może kiedyś będę miała okazję ich spotkać. Podczas poznawania ich historii, ogromnie ich polubiłam. Oczywiście mieli swoje wady, ale cieszę się, że autorka w żaden sposób ich nie wyidealizowała, dzięki czemu są dla mnie bardziej realni.

Wielkim plusem tej powieści jest to, że poruszono w niej temat prześladowania w szkole i skutków takiego działania. Każda osoba powinna mieć na uwadze to, że jego z pozoru niewinne żarty mogą kogoś krzywdzić do głębi i zapewnić mu traumę na wiele lat, a może nawet na całe życie. Nigdy nie zrozumiem tego, jak można kpić z jakiejś osoby tylko dlatego, że żyje skromnie, ma inne postrzeganie świata lub nie pasuje do reszty rówieśników. Każde działanie ma swoje skutki. Reagujcie więc na cudzą krzywdę, a przede wszystkim nie bądźcie sprawcami.

Chciałabym zaznaczyć, że debiut Klaudii Bianek jest przepełniony magią rodzinnego ciepła, prawdziwą miłością i zaufaniem. Podczas lektury niejednokrotnie w moich oczach pojawiały się łzy wzruszenia. Podziwiałam również Lenę, że mimo takiej ilości wyrządzonej jej krzywdy potrafiła podołać roli macierzyństwa. Była młoda, ale swojego syna wychowywała z miłością i odpowiedzialnością, której brakuje wielu starszym matkom. Udowodniła, że nie liczy się wiek, tylko serce i wysiłek włożony w opiekowanie się swoim dzieckiem.

Z całego serca mogę polecić Jedyne takie miejsce zarówno młodym ludziom, jak i tym nieco starszym. Mam nadzieję, że wiele osób sięgnie po ten debiut i poczuje ciepło rodzinnego ogniska.

Autor: Klaudia Bianek
Tytuł: Jedyne takie miejsce
Liczba stron: 360
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: We need YA
Moja ocena: 10-/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję: 






środa, 3 lipca 2019

"Stand by me" Agata Czykierda-Grabowska | Recenzja

"Stand by me" Agata Czykierda-Grabowska | Recenzja


Sara jest ambitną studentką, która kocha muzykę i dzieci. Pewnego dnia kończy fatalny związek z Damianem. Nie może dłużej być z mężczyzną, który jej nie szanuje. Pragnie odskoczni od wielkiego miasta i przykrych wspomnień, więc postanawia wrócić na wakacje w rodzinne strony.

Przypadek, los lub fatum sprawia, że w tym samym czasie powraca tam brat jej najlepszej przyjaciółki, Paweł — przystojny, przebierający w panienkach mężczyzna. Sara uważa, że jedyne, czego może chcieć od kobiety ten człowiek, to zaciągnąć ją do łóżka. Nic dziwnego, że tak sądzi, skoro jako osoba bliska jego siostrze, słyszała o nim i jego podbojach wiele historii, które nie zachęcały do zacieśnienia z nim więzi. Gdy ich drogi się krzyżują, młoda studentka nie zamierza zostać jego kolejną zdobyczą, zwłaszcza że nienawidzi tego typu facetów.

Sara ma silne postanowienia. Nie wie jednak, że niedługo nadejdzie Noc Kupały, a ten zaczarowany czas niezwykle sprzyja miłości. Czyżby łączyło ich więcej, niż którekolwiek chciałoby przyznać?

O tej autorce słyszałam pozytywne opinie już od dłuższego czasu, ale nigdy nie było nam po drodze. Gdy w końcu nadarzyła się okazja do przeczytania czegoś ze zbioru jej twórczości, nie wahałam się ani chwili. Z niecierpliwością czekałam na przesyłkę, a później w każdym wolnym momencie, zapoznawałam się z kolejnymi wydarzeniami z ich życia. Zupełnie nie przeszkadzało mi to, że nie znam pierwszego tomu, nic nie było dla mnie niejasne. 

Od pierwszych stron zakochałam się w stylu pisania Agaty Czykierdy-Grabowskiej, który okazał się lekki i przyjemny. Wszystkie wydarzenia zostały spójnie i niezwykle ciekawie opisane. Nie mogłam się oderwać od tej powieści. Cała fabuła zainteresowała mnie do tego stopnia, że jeżeli miałam taką możliwość, to czytałam nawet w trakcie zajęć praktycznych w szkole. Całość dopełniały świetne, realne i naturalne dialogi, które z wyczuciem zostały przesiąknięte sporą dawką humoru i sarkazmu. Uwielbiałam przepychanki słowne Sary i Pawła.

W Stand by me zostały zamieszczone opisy scen łóżkowych. Nie w każdej książce są one napisane w dobry sposób. Tutaj jednak bardzo przypadły mi do gustu. Na szczęście ani razu nie dostrzegłam w tym tekście wulgarności, tylko uczucia. Nigdy nie zostały przekroczone granice dobrego smaku, co bardzo mi się spodobało.

Dzięki tej historii czytelnik może uświadomić sobie, że nie warto słuchać plotek i tego, co mówią o danej osobie inni ludzie. Najczęściej okazuje się bowiem, że jesteśmy negatywnie nastawieni do podmiotu obgadywania, tylko dlatego, że ktoś go nie lubi. Najpierw powinniśmy dobrze poznać tę osobę, przekonać się, jaki ma charakter i według własnej opinii zdecydować, czy chcemy mieć z nią kontakt.

Dzięki stylowi pisania autorki zaangażowałam się w życie bohaterów, ogromnie ciekawiło mnie, co jeszcze się wydarzy. Gorąco kibicowałam Sarze i Pawłowi. Miałam nadzieję, że między nimi zaiskrzy.

Mimo tego, że na początku powieści Paweł został wykreowany na niestałego w uczuciach kobieciarza, to później jego zachowanie mnie urzekło. Według mnie przeszedł przemianę, a także okazał się męski, troskliwy i wbrew pozorom bardzo porządny. Sara w niektórych momentach mnie lekko irytowała. Co prawda, nie dawała sobie w kaszę dmuchać, ale z drugiej strony często reagowała przesadnie. Nie była dla mnie idealną postacią, ale absolutnie nie trafiła do grupy nielubianych przeze mnie bohaterów. Żywiłam do niej mieszane uczucia.

Stand by me okazało się naprawdę dobrą książką. Ja jestem zachwycona. Mam nadzieję, że Wy także po nią sięgniecie i będziecie mieli podobne odczucia.


Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tytuł: Stand by me
Tom: 2
Liczba stron: 328
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 9-/10

Możliwość przeczytania i zrecenzowania książki zawdzięczam portalowi Sztukater.pl

sobota, 22 czerwca 2019

"Uciekaj, Tariko" Joanna Piotrowska | Recenzja

"Uciekaj, Tariko" Joanna Piotrowska | Recenzja


Advay to dziesięcioletni hinduski chłopiec mocno doświadczony przez życie. Pewnego dnia zostaje posłany po zakupy, ale dostrzega mężczyznę, który ku wesołości tłumu, krzywdzi małą małpkę. Advay wie, że ojczym mocno się zdenerwuje, ale mimo strachu postanawia wykupić makaka i się nim zająć. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że zwierzątko z jednego piekła trafi do drugiego. Co zrobi mąż jego mamy, gdy odkryje nieproszonego lokatora za łóżkiem na piętrze? Jakie losy czekają małego hindusa i jego najlepszego przyjaciela?

O tej książce tak naprawdę nigdy nie słyszałam. Postanowiłam poznać tę historię pod wpływem chwili, gdy przeczytałam opis. Wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie, więc z niecierpliwością czekałam na przesyłkę. Gdy miałam już taką możliwość, wzięłam swój egzemplarz, usiadłam pod kocykiem i pochłonęłam całą treść w zaledwie jeden wieczór.

Styl autorki przypadł mi do gustu. Mimo dosyć trudnej tematyki okazał się lekki i przyjemny. Można powiedzieć, że płynęłam przez kolejne słowa, a kartki przelatywały między moimi palcami. W przyszłości z chęcią przeczytałabym kolejne dzieła ze zbioru jej twórczości.

Zdecydowanie spodobało mi się to, że w tak krótkiej powieści zostały zawarte wzruszające losy kilku ludzi. Mimo tego, że najwięcej uwagi poświęcono chłopcu i jego małpce, to Joanna Piotrowska opowiedziała również historie innych bohaterów. Oni także odgrywają dużą rolę, a wydarzenia z nimi związane nie pozostały mi obojętne.

Najbardziej przejęłam się losami Advaya w domu jego ojczyma. Mężczyzna z wielką brutalnością znęcał się nad rodziną w każdy możliwy sposób. Nienawidził swojego pasierba tylko dlatego, że nie był jego dzieckiem, a żony, bo urodziła mu córkę, a nie syna, którego pragnął. To, co zrobił Hamish, było dla mnie nie do pomyślenia. Nie tylko bił swoich bliskich, ale również poniżał i mocno wpływał na ich psychikę. Dzieci, które są ofiarami przemocy psychicznej i fizycznej, boją się, mogą stać się małomówne, nieśmiałe, stracić pewność siebie i mieć obniżoną samoocenę. To właśnie spotkało Advaya, który na każdym kroku uważał, żeby nie popełnić żadnego błędu, ale jego ojczym zawsze znalazł jakiś powód, żeby z niego szydzić lub go uderzyć. Gdy czytałam o tych wydarzeniach i wiedziałam, że chłopiec jest nieszczęśliwy, łamało mi się serce.

Kolejny temat, który mnie poruszył to eksperymenty na zwierzętach i znęcanie się nad nimi. Zbyt często wykorzystuje się je do testowania leków, kosmetyków, detergentów, a także do badań pseudonaukowych. Najstraszniejsze jest to, że istnieją alternatywne metody, ale zdarzają się bezduszni ludzie, którzy wolą "pójść na łatwiznę" kosztem cierpienia tych istot. Tak samo było w książce, a autorka próbowała zwrócić na to uwagę i przełamać ludzką znieczulicę.

Miłość, którą oferują nam zwierzęta, różni się od tej, którą zostajemy obdarzeni przez ludzi, ale niewątpliwie jest szczera. Nie możemy z nimi porozmawiać, ale one z łatwością potrafią wyczuć emocje i pocieszyć na swój własny sposób. Taka istotka może zostać przyjacielem człowieka, ale najpierw trzeba ofiarować jej swoją troskę i opiekę. W pełni uświadomiłam to sobie, gdy czytałam o relacji hinduskiego chłopca z jego małpką. To właśnie ona dała mu siłę do walki.

W powieści można dostrzec również to, iż za bliskimi można tęsknić przez wiele lat, nawet jeżeli ma się pewność, że oni już nie wrócą.

"Uciekaj, Tariko" to wzruszająca historia o tęsknocie, pragnieniu posiadania bratniej duszy i prawdziwej przyjaźni, ale również o tęsknocie za bliskimi, znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad rodziną oraz eksperymentach przeprowadzanych na zwierzętach. Nie tylko niezwykle wciąga, ale także porusza czułe struny w sercach czytelników.

Autor: Joanna Piotrowska
Tytuł: Uciekaj, Tariko
Liczba stron: 134
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 8/10

Możliwość przeczytania i zrecenzowania książki zawdzięczam portalowi Sztukater.pl

czwartek, 20 czerwca 2019

Czy mogło być gorzej? | "Więź" Anna Lewicka | Recenzja

Czy mogło być gorzej? | "Więź" Anna Lewicka | Recenzja


Alicja to szczupła, młoda studentka, która ma moc. Od jakiegoś czasu pragnie znaleźć pewną rzecz i w tym celu musi wybrać się w podróż. Jest typem samotnika, więc sama wyrusza na jej poszukiwanie.

Główną bohaterkę poznajemy w momencie, w którym wysiada z autobusu na zupełnym pustkowiu, gdzieś w Bieszczadach. Ma ze sobą tylko plecak i wahadełko, które ma jej wskazać miejsce, które chce znaleźć młoda kobieta. Brnąc w śniegu, w końcu dociera do wyznaczonego terenu. Zaczyna kopać w śniegu, gdy nagle wpada do lodowato zimnej wody. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę z tego, że jest na środku jeziora, a jej życie staje się zagrożone.

Dziewczyna ma szczęście, ponieważ w porę zauważa ją Wiktor, z wielkim trudem wyciąga ją ze zbiornika wodnego, a później zabiera do domu. Tam walczy o to, aby nie uleciało z niej życie.

Na przeczytanie tej książki zdecydowałam się pod wpływem chwili. Piękna okładka i interesujący opis sprawiły, że bez zapoznania się z opiniami innych czytelników, postanowiłam po nią sięgnąć. Niestety muszę przyznać, że to był błąd. Na początku myślałam, że akcja jeszcze się rozkręci, ale później zrozumiałam, że im dalej, tym gorzej.

Książka została napisana w taki sposób, że czytało się ją bardzo ciężko. Na przeczytanie jednej strony potrzebowałam dość dużo czasu. W treści zawarto ogromną ilość wydarzeń i opisów, które nic nie wnosiły do tej historii, a sama akcja toczyła się w ślimaczym tempie. Bohaterowie również pozostawiali wiele do życzenia. Ich losy były mi całkowicie obojętne, a zachowanie zupełnie bez sensu. 

Uważam, że pomysł na tę powieść był ciekawy, ale niestety wykonanie wszystko zepsuło. Autorka niepotrzebnie umieściła w tej historii wiele opisów i wydarzeń, które były tam zupełnie niepotrzebne i nudziły, zamiast zaciekawić. Mam również zastrzeżenia do dialogów, ponieważ moim zdaniem tworzono je na siłę. Brak w nich jakiejkolwiek lekkości i naturalności. Myślę, że nikt nie rozmawia w taki sposób w prawdziwym życiu i to, że książka zalicza się w pewnym stopniu do fantastyki, nie jest w tym wypadku wymówką.

Bohaterowie zostali stworzeni w bardzo papierowy sposób, próżno było się w nich doszukiwać jakiejkolwiek głębi. Infantylne zachowanie Alicji sprawiało, że miałam ochotę wyrzucić swój egzemplarz za okno. Zachowywała się jak głupiutkie dziecko lub osoba niespełna rozumu, a nie dorosła kobieta. Przez niecałe czterysta stron ciągle pozostawała płytka, nierozważna i niecierpliwa. Te cechy zostały przypisane nie tylko jej, ale także jej znajomym. Studia jeszcze przede mną, ale jestem pewna, że nikt tam nie zachowuje się w taki sposób, jak przyjaciółki głównej bohaterki.

Wiktora polubiłam nieco bardziej niż Alicję, ale również jego wykreowanie nie udało się autorce. Mimo tego, że był delikatnym mężczyzną z problemami, to jednak jego psychika nie została zgłębiona. Poza tym tak samo, jak Alicja, momentami zachowywał się dziecinnie, a czasami nawet niepokojąco.

Kolejnym elementem tej historii, która nie przypadła mi do gustu, były relacje łączące młodą studentkę i samotnika mieszkającego w górach. Nie chcę zdradzać za dużo z treści, ale moim zdaniem jedyne, co ich łączyło to seks. Znając się kilkadziesiąt godzin, zaczęli zachowywać się nie tylko jak para, ale nawet małżeństwo. Gotowanie nieznajomemu mężczyźnie i chodzenie po całym domu pod jego nieobecność, nie jest do końca normalne. Gdy znali się już trochę dłużej, twierdzili, że się kochają, ale tak naprawdę nic o sobie nie wiedzieli. Dodatkowo nie tęsknili za sobą nawzajem, tylko za wspólnym życiem intymnym.

Nie mogę pominąć również elementów fantastyki i mitologii słowiańskiej, które Anna Lewicka zawarła w swojej twórczości. Uważam, że ten wątek zupełnie nie wpasował się w całość i w ogóle nie powinien zostać zamieszczony w tej powieści.

Według mnie Więź ma same negatywne strony, a żadnych pozytywnych. Chciałabym znaleźć w niej jakieś zalety, ale niestety nie potrafię. Bardzo żałuję zmarnowanego czasu i kolejny tom będę omijać szerokim łukiem.

Autor: Anna Lewicka
Tytuł: Więź
Tom: 1
Liczba stron: 372
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 2-/10

Możliwość przeczytania i zrecenzowania książki zawdzięczam portalowi Sztukater.pl

sobota, 15 czerwca 2019

"Wietrzny wojownik" Adam Molenda | Recenzja

"Wietrzny wojownik" Adam Molenda | Recenzja


Robert jest młodym mężczyzną, który jakiś czas temu został zarażony miłością do żeglowania. W wakacje udziela się w klubie, dzięki któremu ma możliwość oddawania się swojej pasji i udziału w prestiżowych zawodach. Do niedawna wszystko układało się idealnie. Nastolatek mógł spełniać swoje marzenia, był lubiany i poznał dziewczynę, którą z czasem zaczął darzyć sympatią. Niestety wszystko zmieniło się na gorsze.

Po zatrudnieniu w klubie nowego trenera, zwanego Hiszpanem, Robert zyskał realne szanse na wygraną w konkursie. Zmiana łodzi, załogi i ciężkie treningi zaczęły przynosić oczekiwane efekty. Chłopak w końcu mógł wykazać się talentem. Czy jednak gra była warta świeczki? Czy ten młody człowiek zaryzykuje utratę sympatii wśród rówieśników, a także długoletniej przyjaźni tylko po to, aby wygrać? Przekonajcie się sami, jak potoczą się jego losy.

Tę książkę postanowiłam przeczytać głównie dlatego, że nawiązywała do tematu wakacji. W ostatnim czasie temperatura wzrasta coraz bardziej, więc uznałam, że to będzie idealna lektura na upalne dni. Gdy już miałam tę powieść na swojej półce, nie mogłam się przełamać, żeby po nią sięgnąć, ale w końcu się na to zdecydowałam. Teraz żałuję, że zwlekałam tak długo, ponieważ okazała się naprawdę ciekawa i wartościowa. Całą historię poznałam w ciągu kilku godzin. Odrywałam się od niej tylko wtedy, kiedy byłam do tego zmuszona.

Niedługo zakończenie roku szkolnego, więc postanowiłam zacząć od mało znaczącego szczegółu, który jednak zwrócił moją uwagę. Główny bohater ma problemy z nauką matematyki i musi przygotowywać się do egzaminu poprawkowego. To dzięki niemu można sobie uświadomić, że poznawanie nowych zagadnień nie jest wcale takie trudne i nudne, jeżeli jesteśmy systematyczni i znamy osobę, która dobrze nam to wytłumaczy. Ja również kiedyś nie lubiłam jednego z przedmiotów szkolnych, ale po zmianie nauczyciela, okazało się, że może być całkiem ciekawy. 

Wietrzny wojownik pokazuje czytelnikom, że warto rozwijać swoje pasje, samorealizować się i spełniać marzenia. Zawsze trzeba dążyć do tego, aby być coraz lepszym w tym, co się robi. Należy jednak pamiętać o uczciwości i o najbliższych. Nie powinno się przedkładać chęci zwycięstwa nad dobre relacje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. 

Spodobało mi się również to, że miłość była w tej powieści wątkiem pobocznym, a nie głównym. Została przedstawiona w ciekawy, ale nienatrętny sposób. Nie wyskakiwała z każdego kąta i to uważam za duży plus.

Zdecydowanie przypadł mi do gustu fakt, iż bohaterowie zostali wykreowani w sposób umiejętny. Okazali się inteligentni i zaradni, ale Adam Molenda ich nie wyidealizował. Popełniali błędy i uczyli się na nich tak, jak wszyscy ludzie w ich wieku. 

Myślę, że mogę śmiało polecić Wietrznego wojownika nie tylko nastolatkom, ale również nieco starszym czytelnikom. Lekki, ale oryginalny styl pisania autora, wartka akcja, świetnie wykreowani bohaterowie, młodzieńcze problemy oraz wakacyjny klimat zdecydowanie mnie do siebie przekonały i być może kiedyś jeszcze wrócę do tej historii.


Autor: Adam Molenda
Tytuł: Wietrzny wojownik
Liczba stron: 176
Rok wydania: 
1996 - I wydanie (?)
2018 - II wydanie poprawione i uzupełnione 
Wydawnictwo: Akronim
Moja ocena: 9+/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:




czwartek, 13 czerwca 2019

"Zdradzieckie serce" Mary E. Pearson | Recenzja

"Zdradzieckie serce" Mary E. Pearson | Recenzja


UWAGA! RECENZJA ZAWIERA SPOILERY Z POPRZEDNIEGO TOMU!

Lia i Rafe zostają porwani i przetrzymywani przez barbarzyńców z królestwa Vendy. Lud ten zawsze zabija swoich wrogów, nigdy nie bierze zakładników. Księżniczka i książę są jednymi z pierwszych, których to spotkało i zdają sobie sprawę z tego, że ich szanse na ucieczkę są bardzo znikome. Kaden, który ocalił Lię od śmierci, ale doprowadził do jej uprowadzenia, z całych sił próbuje utrzymać ją przy życiu. Aby tego dokonać, informuje Komizara, że dziewczyna ma niezwykły dar.

Z niewyjaśnionych przyczyn przywódca Vendy zaczyna interesować się młodą kobietą bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Kaden nie wie, czy to większa szansa na jej przeżycie, czy może jednak przeważa ryzyko. 

Lia musi zdecydować, komu może zaufać, a kto jest jej wrogiem. 

Jedyne, czego pragnie Rafe, to wydostanie siebie i dziewczyny, na której mu zależy z rąk barbarzyńców.

Pierwszy tom Kronik ocalałych czytałam ponad rok temu i bardzo mi się podobał. Nic więc dziwnego, że postanowiłam sięgnąć po kolejną część. Od razu, gdy miałam swój egzemplarz, zaczęłam czytać i wróciłam do świata wykreowanego przez Mary E. Pearson. Książkę skończyłam naprawdę szybko, ale za napisanie recenzji zabrałam się po dłuższym czasie. Poniżej jednak przedstawiam moje odczucia, co do tej kontynuacji. 

Mój główny problem, co do tej powieści to główna bohaterka. W Fałszywym pocałunku pokochałam jej odwagę, chęć prawdziwego życia, życzliwość i to, że była silna. Pewnymi czynami zaskarbiła sobie moją przychylność. Uważałam ją za osobę bardzo dojrzałą jak na swój wiek. Niestety tym razem przez część spotkania z twórczością tej autorki, Lia wydawała mi się infantylna, niezdecydowana i poniekąd nieodpowiedzialna. Denerwowało mnie to, że ciągle zmieniała zdanie i nie potrafiła się trzymać raz podjętej decyzji.

Poza tym kilkadziesiąt początkowych stron tej historii mnie nużyło. Z jednej strony bardzo podobały mi się opisy Vendy i ustroju tam panującego, ale z drugiej brakowało mi wartkiej akcji i po pewnym czasie po prostu się nudziłam. Na szczęście później się to zmieniło i treść wciągnęła mnie na długie godziny.

Oczywiście ta książka ma swoje minusy, ale posiada także zalety. Przede wszystkim bardzo lubię lekki i przyjemny styl pisania autorki. Podoba mi się również to, że występuje tutaj narracja pierwszoosobowa, przez co dużo łatwiej było mi się wczuć w sytuację bohaterów. Poza tym ogromnie przypadło mi do gustu wykreowanie postaci Komizara. Ten mężczyzna wywarł na mnie duże wrażenie. Był osobą tajemniczą, okrutną, a jednak mającą w sobie coś, co mocno do siebie przyciąga.

Muszę również zaznaczyć, że w drugiej części tego tomu akcja zaczyna pędzić z prędkością światła. Dzieje się naprawdę wiele interesujących i zaskakujących wydarzeń, które pochłaniają czytelnika bez reszty i wypuszczają dopiero na ostatniej stronie. Po pewnym czasie również zachowanie Lii wróciło do normy i znowu była tą dziewczyną, którą tak bardzo polubiłam. Ponownie zobaczyłam w niej dojrzałą, odpowiedzialną i dobrą przyszłą królową.

Mogę śmiało powiedzieć, że mimo swoich mankamentów, Zdradzieckie serce to bardzo dobra kontynuacja, którą warto przeczytać. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom.

Autor: Mary E. Pearson
Tytuł: Zdradzieckie serce
Tom: 2
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Liczba stron: 528
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Initium
Moja ocena: 8+/10

poniedziałek, 27 maja 2019

"Pacjent" Sebastian Fitzek | Recenzja

"Pacjent" Sebastian Fitzek | Recenzja

Rok temu w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął sześcioletni Maks. Wyszedł wieczorem do koleżanki mieszkającej nieopodal i już nie wrócił. Prawdopodobnie ostatnią osobą, która go widziała, był kurier dostarczający przesyłki w okolicy.

Gdzie jest uprowadzony chłopiec? Czy jeszcze żyje? To wie tylko sprawca. Niestety teraz znajduje się w bardzo dobrze strzeżonym zakładzie psychiatrycznym i ciągle milczy, aby napawać się cierpieniem żyjących w niepewności rodziców Maksa.

Zrozpaczony ojciec zaginionego dziecka pod wpływem poczucia winy decyduje się na bardzo desperacki krok. Postanawia sam zostać pacjentem i dostać się do najbliższego otoczenia brutalnego sprawcy, aby w końcu dowiedzieć się prawdy. Musi mieć pewność, czy jego syn zdołał przeżyć. W najgorszym wypadku chciałby poznać miejsce, gdzie spoczywa ciało małego chłopca. Tym samym wkracza w świat najgorszych zwyrodnialców chodzących po tym świecie. 

Na samym początku nie wiedziałam, czy chcę przeczytać tę książkę. Zazwyczaj nie sięgam po ten gatunek, więc miałam wątpliwości, czy twórczość autora przypadnie mi do gustu. Po dłuższym zastanowieniu postanowiłam, że zapoznam się z tą historią. Muszę przyznać, że to jedna z najlepszych decyzji w moim książkowym życiu. 

Główną zaletą tej książki jest styl pisania Sebastiana Fitzka oraz to, w jaki sposób potrafi manipulować czytelnikiem. Autor zwodził mnie na każdym kroku i podczas lektury nic nie mogło być dla mnie oczywiste. W momencie, kiedy myślałam, że fabuła już niczym nie może mnie zaskoczyć, okazywało się, że byłam w wielkim błędzie. Zakończenie okazało się czymś świeżym, nowym i ogromnie zaskakującym. Zastanawiam się, czy którykolwiek z czytelników spodziewał się takiego obrotu sprawy.

Moim zdaniem autor powinien dostać owacje na stojąco za wykreowanie bohaterów. Postacie na szczęście nie były płytkie i jednowymiarowe, a wręcz przeciwnie. Miały one bardzo rozbudowane osobowości, które z każdą stroną coraz bardziej szokowały, a jednocześnie z psychologicznego punktu widzenia bardzo ciekawiły. Ciągle zastanawiałam się nad motywami działania danych osób, chciałam wiedzieć, co doprowadziło do ich czynów. Muszę przyznać, że możliwość wtargnięcia w ich umysły, to było coś niesamowitego.

Pacjent jest kolejną książką, która w bardzo realistyczny sposób potrafi pokazać, ile szaleńców chodzi po tym świecie. Zło czai się pod różnymi postaciami. Być może niektórzy uznają, że historia jest mocno przesadzona i nierealistyczna. Zapewniam Was, że mordercy w różny sposób potrafią okazać swoją brutalność i okrucieństwo. Dla niedowiarków polecam kanał Karolina Anna i jej serię "Zagadki Kryminalne".

Nie mogę sobie nawet wyobrazić ogromu bólu i cierpienia, który przeżywają rodzice zaginionych lub zmarłych dzieci. Tym bardziej ciężko było mi czytać o krzywdzie wyrządzanej tym niewinnym kilkulatkom. Bardzo się cieszę, że było niewiele drastycznych scen, ponieważ nie wiem, czy dałabym radę przez nie przebrnąć.

Zdecydowanie polecam Pacjenta zarówno fanom gatunku, jak i osobom, które rzadko po niego sięgają. Na pewno wciągnie Was i nie wypuści aż do samego końca.

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Pacjent
Tłumacznie: Krzysztof Żak
Liczba stron: 320
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: Amber
Moja ocena: 10/10


Za udostępnienie e-booka do recenzji dziękuję:





piątek, 12 kwietnia 2019

Myśl o mnie, kiedy pada deszcz | Dawno nie wylałam tylu łez przy książce | "Kiedy pada deszcz" Lisa De Jong | Recenzja

Myśl o mnie, kiedy pada deszcz | Dawno nie wylałam tylu łez przy książce | "Kiedy pada deszcz" Lisa De Jong | Recenzja


Kate była optymistyczną, pełną życia dziewczyną z wielkimi planami na przyszłość. Czerpała pełnymi garściami z tego, co przynosił jej los. Przezwyciężała nieśmiałość i starała się wspólnie z przyjaciółmi tworzyć nowe, cudowne wspomnienia. Nie spodziewała się, że jeden wieczór zamieni jej życie w koszmar. Gdy nie miał jej kto obronić, w jej życiu doszło do traumatycznego zdarzenia. 

W jednej chwili młoda kobieta stała się wyobcowana, zlękniona i nieufna. Najgorzej jednak czuła się, kiedy padał deszcz. Poza tym wolała ukrywać się w swoim pokoju, niż spotykać się z ludźmi. To, co ją spotkało, było powodem, dla którego zrezygnowała z wymarzonej uczelni. Postanowiła zostać w małym miasteczku i pracować jako kelnerka. 

Przez dwa lata, które minęły od tego pamiętnego wieczoru, przy dziewczynie pozostał tylko przyjaciel z dzieciństwa, Beau. Kate nigdy nie powiedziała mu, dlaczego się zmieniła. Nie powierzyła mu swojej najgłębszej tajemnicy, chociaż wiedziała, że może mu ufać. On nie zrezygnował z dalszej edukacji i musiał wyjechać, ale wcześniej wyznał Kate swoje uczucia. Niestety zrobił to za późno.

Niedługo po wyjeździe Beau na uczelnię, w mieście pojawia się niezwykle przystojny, nieznajomy chłopak z pięknymi, ciemnymi oczyma. Okazuje się, że młody mężczyzna o imieniu Asher potrafi dotrzeć do Kate i będzie starał się ukoić jej duszę. Niestety pewien sekret wywróci jej wracające do normy życie do góry nogami.

Po tę książkę sięgnęłam po raz pierwszy w ostatniej klasie gimnazjum, gdy wypożyczyłam ją z biblioteki i razem z przyjaciółkami dyskutowałyśmy na jej temat. Później w moje czytelnicze ramiona trafiło wiele innych powieści i moją głowę zajmowały kolejne historie. Jedyne, co pamiętałam z tego tomu to fakt, iż bardzo mi się podobał oraz wyżej wspomniane, traumatyczne wydarzenie. Gdy szukałam czegoś, co mnie odstresuje i odciągnie moją uwagę od przykrych rzeczy, postanowiłam, że ponownie spotkam się z twórczością tej autorki.

"Kiedy pada deszcz" przeczytałam za jednym razem. Późnym wieczorem zaczęłam i tak pochłonęły mnie wydarzenia, że skończyłam około czwartej rano. Dopiero wtedy postanowiłam pójść spać, mimo tego, że w mojej głowie nadal kłębiły się setki myśli na temat Kate, Ashera i Beau.

Chyba najważniejszym atutem tej książki jest styl pisania autorki oraz to, jak bardzo umie ona zagrać na emocjach czytelników. Lisa de Jong pozwoliła mi w niezwykły sposób wczuć się w sytuację głównej bohaterki. Stało się to do tego stopnia, że ja niemal czułam cały ból, rozpacz, bezradność, smutek, ale także radość Kate, tak jakby to wszystko dotyczyło mojej osoby. Nie potrafię zliczyć, ile razy łzy popłynęły po mojej twarzy, gdy zapoznawałam się z tą historią. Pisarka zafundowała mi taki emocjonalny rollercoaster, że po ponad dobie od przeczytania ostatniej strony, mam ochotę płakać, gdy słyszę piosenkę "Cross That Line" Joshua Radin.

Ta powieść nie stała się dla mnie wyjątkowa tylko dlatego, że porusza do głębi i wzrusza do łez. Warto bowiem wspomnieć o tym, iż w delikatny, nienachalny sposób skłania do refleksji. Zapewnia cudowny wieczór z ciekawą historią, ale ma także w sobie coś głębokiego. Między innymi pokazała mi, jak powinna wyglądać prawdziwa miłość. Poza tym tak naprawdę dzięki niej na nowo zdałam sobie sprawę, że warto żyć, trzeba korzystać z każdej chwili, tworzyć wspomnienia, wybaczać, dbać o bliskich, rodzinę, przyjaciół. Nie wolno zaszywać się w czterech ścianach ani się poddawać. Po burzy zawsze wychodzi słońce.

Podziwiam Lisę De Jong za to, w jaki sposób stworzyła głównych bohaterów. Wzbudzili we mnie oni sympatię i bardzo ciepłe uczucia. Gdyby naprawdę istnieli, to chętnie zaprzyjaźniłabym się z Kate i Beau. Asher doskonale pasuje do mojego ideału książkowego męża. Na początku chciałam poznać tajemnice ich wszystkich, a później ogromnie się do nich przywiązałam. Nie mogłam znieść myśli, że muszę się z nimi rozstać. Mimo tego, że nie spodobała mi się jedna z decyzji głównej bohaterki z końca książki, to mimo tego bardzo tęsknię za nią i Asherem.

„Kiedy pada deszcz” to oszałamiająca, wzruszająca, ciepła historia przepełniona bólem i cierpieniem, która mimo wszystko daje nadzieję na lepsze jutro. Jestem szczęśliwa, że spotkałam ją na swojej czytelniczej drodze. Głęboko wierzę, że będzie powstawać więcej powieści, które poruszają do głębi i nienachalnie skłaniają do refleksji. Polecam z całego serca!

Autor: Lisa de Jong
Tytuł: Kiedy pada deszcz
Tom: 1
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Liczba stron: 550
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Filia
Moja ocena: 10/10

środa, 10 kwietnia 2019

Co oglądałam w ostatnim czasie?

Co oglądałam w ostatnim czasie?



1. Igrzyska śmierci (2012)

W ostatnim czasie obejrzałam po raz kolejny Igrzyska śmierci, które uwielbiam, odkąd zobaczyłam je po raz pierwszy. Ta produkcja nigdy mi się nie znudzi, a ja chyba zawsze będę wolała Gale'a.

W państwie Panem co roku odbywają się Głodowe Igrzyska - walka na śmierć i życie między przedstawicielami dwunastu Dystryktów. Gdy młodsza siostra Katniss zostaje wylosowana do zawodów, dziewczyna bez wahania zajmuje jej miejsce. 



2. Upadli (2016)


Tę ekranizację obejrzałam na samym początku kwietnia. Szukałam czegoś ciekawego i na blogu Ewy znalazłam "Fallen", czyli "Upadli". Na początku byłam nastawiona sceptycznie do tej produkcji, ale okazała się naprawdę bardzo dobra. Idealnie wpasowała się w mój gust, ponieważ właśnie takiej odskoczni od dnia codziennego szukałam. Poza tym zachwycałam się urodą głównej bohaterki.

Oskarżona o spowodowanie tragicznego w skutkach pożaru nastoletnia Lucinda "Luce" Price trafia do szkoły z internatem. Próbując otrząsnąć się z poczucia winy i odkryć prawdę o tym co się stało, Luce wdaje się w niezwykłą znajomość z dwoma tajemniczymi młodymi mężczyznami. Wkrótce odkryje, że są oni upadłymi aniołami, którzy od wieków rywalizują o jej miłość. Jeśli tak – kim w takim razie jest ona sama i gdzie jest jej miejsce na Ziemi?



3. Niezgodna (2014)

Ten film oglądałam już wiele razy, ale postanowiłam go sobie odświeżyć. Chętnie do niego wracam, chociaż muszę przyznać, że tym razem troszeczkę mi się dłużył.

W metropolii wzniesionej na ruinach Chicago idealne społeczeństwo budowane jest na zasadzie selekcji. Każdy nastolatek musi przejść test predyspozycji określający jego przynależność do jednej z pięciu grup. Jeśli nie posiadasz żadnej z pięciu kluczowych cech, będziesz żyć na marginesie. Jeśli zaś masz więcej niż jedną z nich, jesteś NIEZGODNYM i czeka cię całkowita eliminacja. Chyba że – tak jak Beatrice – uda ci się uciec i znaleźć drogę do podziemnego świata ludzi, którzy zdecydowali się rzucić wyzwanie bezdusznemu systemowi. Beatrice musi znaleźć w sobie dość odwagi, by zaryzykować wszystko w walce o to, co kocha najbardziej.



4. Wyścig z czasem (2011)


Wyścig z czasem oglądałam kiedyś w telewizji, ale niewiele z niego pamiętałam. Gdy szukałam z chłopakiem czegoś na wieczór, pomyśleliśmy, że to będzie dobry wybór. Ogromnie podobał mi się  pomysł, fabuła, prawie wszyscy aktorzy, efekty specjalne. Polecam bardzo gorąco, bo nie tylko zapewnia rozrywkę, ale również skłania do refleksji.

W społeczeństwie przyszłości walutą jest czas. Najbogatsi, czyli młodzi, zdrowi i piękni mogą żyć tysiące lat, podczas gdy biedota budzi się co rano, mając do dyspozycji kilkanaście godzin.



5. Tajemnica Westerplatte (2013)

Odkąd kilka lat temu byłam na Westerplatte, bardzo interesowała mnie historia rozpoczęcia II wojny światowej. Nic więc dziwnego, że w końcu obejrzałam ten film. Chociaż nie okazał się genialną produkcją, bardzo mi się podobał.


"Tajemnica Westerplatte" to projekt wysokobudżetowego filmu, którego akcja dzieje się podczas pierwszych dni II Wojny Światowej. Jest to epicka opowieść o obronie polskiej placówki Westerplatte przed niemiecką armię. Akcja obejmuje siedem dni września 1939 roku. Atak Niemców na Westerplatte rozpoczął Drugą Wojnę Światową. Atutem projektu jest szereg scen batalistycznych, wartka i wciągająca fabuła, oraz efekty specjalne. Niebagatelne znaczenie ma też właściwy dobór obsady – zarówno aktorskiej jak i ekipy realizatorów.




6. Opiekun (2016)

Ten film czekał na swoją kolej, odkąd zobaczyłam świetny zwiastun na YouTube. Ta produkcja Netflixa okazała się nieco mniej śmieszna niż zapowiedź, ale uważam, że zdecydowanie warto się z nią zapoznać. Ukazuje ona, że ludzie niepełnosprawni nie mogą zostać zamknięci w złotych klatkach. Mimo pewnych ograniczeń mogą podróżować, spełniać marzenia i po prostu żyć. 

Pisarz na emeryturze Ben (Paul Rudd) podejmuje się nowego wyzwania i zaczyna pracować u kobiety o imieniu Elsa (Jennifer Ehle) jako opiekun jej nastoletniego syna (Craig Roberts), który jest chory na dystrofię mięśniową. Wkrótce zaczynają wspólnie przeżywać przygody i poznawać nowych ludzi – jedną z tych osób jest Dot (Selena Gomez). <--- ten opis pochodzi z Wikipedii



7. Do utraty sił (2015)

Z tym filmem zapoznałam się po raz pierwszy w szkole, gdy nauczyciel wychowania fizycznego włączył nam go na jednej z luźnych lekcji. Ostatnio obejrzałam go po raz kolejny z moim chłopakiem. Moim zdaniem cała historia i wykonanie są niezwykle wciągające, pouczające  i wzruszające. Ta produkcja potrafi nauczyć pokory i zmobilizować do działania, a jednocześnie zapewnić dobrze spędzony czas.

Billy Hope ciężką pracą osiągnął wszystko, czego można oczekiwać od życia. Ma piękną i kochającą żonę (McAdams), uroczą córkę i wielkie osiągnięcia na ringu. Choć wydaje się to niemożliwe, w ciągu jednego dnia traci wszystko. Billy sięga dna, a jedynym sposobem, by się od niego odbić, jest rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Wsparcie znajduje na sali treningowej prowadzonej przez emerytowanego pięściarza i trenera najtwardszych bokserów amatorów (zdobywca Oscara ForestWhitaker). Dzięki jego wsparciu, Billy rozpoczyna największą walkę swojego życia, która ma przynieść mu odkupienie i zwrócić zaufanie bliskich. Najważniejsze stracie odbędzie się jednak poza ringiem.



Mam nadzieję, że któryś z filmów Was zainteresował.
Dajcie znać w komentarzu, czy którąś historię już poznaliście.

Jeżeli post się Wam spodoba, niedługo pojawi się kolejny tego typu.
Do zobaczenia!

* Opisy pochodzą ze strony filmweb.pl. Żadne ze zdjęć (oprócz głównej grafiki) nie jest mojego autorstwa.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

"Revved" Samantha Towle | Recenzja

"Revved" Samantha Towle | Recenzja

Andressa jest młodą i piękną kobietą, ale nie w głowie jej ciągłe zakupy i wizyty u kosmetyczki. Andi interesuje się szybkimi samochodami i właśnie dlatego została mechanikiem rajdowym. Ma jednak jedną złotą zasadę: nigdy nie spotyka się z kierowcami. Podjęła ją z bardzo ważnych powodów, więc zawsze jej przestrzega i nie zamierza jej łamać.

Dzięki swojemu talentowi dostaje propozycję pracy w Formule 1, o której marzyła od lat. Opuszcza rodzinną Brazylię, aby pracować w drużynie Carricka Ryana, który jeździ szybko, a żyje jeszcze szybciej. Mimo tego, że jest piękną kobietą, a to nieczęsto zdarza się wśród mechaników, jest pewna, że będzie w stanie pracować z jednym z najlepszych kierowców. Nie jest jednak przygotowana na to, że ten mężczyzna zawróci jej w głowie.

Czy możemy się jej dziwić? Ryan rozpoczął swoją niezwykłą karierę, jako najmłodszy kierowca w historii Formuły 1, a po wielu latach stał się jednym z najlepszych. Carrick to grzeszny chłopiec. Na jego widok dziewczynom miękną nogi, a rozum odmawia posłuszeństwa. Wystarczy, że użyje swojego irlandzkiego akcentu, a każda kobieta jest jego. Zawsze dostaje to, czego pragnie. Może mieć wszystko... oprócz Andi. Mężczyzna postanawia jednak, że się nie podda i  nie cofnie się przed niczym, żeby się do niej zbliżyć. 

Na samym początku, gdy usłyszałam o tej książce, nie byłam pewna czy chcę ją przeczytać. Później jednak uznałam, że mam ochotę na tego typu historię i postanowiłam, że po nią sięgnę. Przez jakiś czas stała na półce i czekała na swoją kolej. Dopiero gdy miałam już drugi tom, wzięłam swój egzemplarz i z przyjemnością zagłębiłam się w treść. Później żałowałam, że nie zabrałam się za Revved dużo wcześniej.

Samantha Towle pisze lekkim, przyjemnym i przystępnym stylem. Bardzo spodobało mi się to, w jaki sposób wykreowała świat, bohaterów i fabułę. Być może ta lektura nie należy do ambitnych, ale mnie całkowicie urzekła.

Nigdy wcześniej nie czytałam książki, której akcja działaby się w środowisku kierowców i mechaników Formuły 1. Tutaj autorka pokazała, że umie być kreatywna i moim zdaniem to był strzał w dziesiątkę. Z przyjemnością śledziłam wydarzenia, które miały miejsce podczas wyścigów. 

Cieszę się także z tego, że przedstawiono emocje uczestników oraz ich rodzin podczas ważnych zawodów. Ściganie się jest dla kierowców niemal uzależniające. Kochają to, co robią i chcą być w tym jak najlepsi. Uwielbiają uczucia, które targają nimi, gdy zbliżają się do mety. 

Z drugiej strony ważni są także ich bliscy. To właśnie oni wspierają rajdowców, martwią się o nich. Nie wątpię w to, że serce staje im za każdym razem, gdy na torze dzieje się coś niepokojącego. Potrafią jednak cieszyć się ze zwycięstwa i wierzą, że marzenia się spełniają. Czytanie o tym i wczuwanie się w sytuację bohaterów było dla mnie niesamowitym przeżyciem.

Bardzo polubiłam postaci, które pojawiły się w tej powieści. Muszę przyznać, że Andi była czasami lekko niezdecydowana i niektórzy mogliby uznać ją za infantylną, ale mi nie przeszkadzała jej osobowość. Nie miałam nic przeciwko niej jako głównej bohaterce. Carrick Ryan okazał się świetny, czekałam tylko, aż znowu się pojawi i namiesza. Nie został moim kolejnym książkowym mężem, ale mógłby na niego kandydować.

Revved to powieść romantyczna, lekka i wbrew pozorom niebanalna. Lektura została skierowana do kobiet ze względu na to, iż to historia miłosna, ale zawiera ułamek męskiego świata. Książka wciąga już od pierwszych stron, urzeka, wzrusza i wywołuje wiele skrajnych emocji. Zdecydowanie polecam!

Autor: Samantha Towle
Tytuł: Revved
Tom: 1
Tłumaczenie: Maciej Olbryś
Liczba stron: 444
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:


piątek, 5 kwietnia 2019

"Trucicielka królowej" Jeff Wheeler | Recenzja

"Trucicielka królowej" Jeff Wheeler | Recenzja


Każde ryzyko ma swoją cenę. 

Diuk Kiskaddon postanowił zdradzić swojego władcę na polu bitwy i walczyć przeciwko niemu w nadziei, że król przegra. Dokonuje jednak bardzo złego wyboru i musi zapłacić za to ogromnie wysoką cenę. Jego karą za nieposłuszeństwo jest utrata najmłodszego syna, Owena. Ośmiolatek trafia na królewski dwór w roli zakładnika. Jeżeli jego ojciec ponownie okaże nielojalność, on zapłaci za to życiem, tak jak wcześniej zrobił to jego starszy brat.

Mały Owen stopniowo uczy się reguł, które panują na dworze w Królewskim Źródle. Niektóre nadal pozostają dla niego tajemnicą, ale jest świadomy tego, że żyje w ciągłym zagrożeniu. Najmniejszy błąd jego ojca może skazać go na śmierć. Aby temu zapobiec, chłopiec postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Wie, że musi wkupić się w łaski mściwego, niebezpiecznego władcy. 

Młody zakładnik ma szczęście, ponieważ niespodziewanie otrzymuje pomoc i sojusz ze strony nieznajomej kobiety. Ta przedstawicielka płci żeńskiej to osoba tajemnicza, działająca w ukryciu i znająca zasady funkcjonowania królewskiego dworu z niezwykłą dokładnością. Dzierży ona władzę nad życiem, śmiercią i losem. 

Gdy usłyszałam o tej książce, od razu wiedziałam, że muszę ją mieć na swojej półce. Nie ulegało wątpliwości, że pragnę jak najszybciej się z nią zapoznać i sprawdzić, czy będzie taka dobra, jak przypuszczałam. Uwielbiam klimat powieści, w których akcja toczy się na dworach i zamkach zarówno w kontekście historycznym, jak i współczesnym lub fantastycznym. Gdy tylko paczka do mnie dotarła, wzięłam swój egzemplarz, usiadłam wygodnie i zaczęłam zapoznawać się z wydarzeniami.

Cała treść wywarła na mnie niezwykle pozytywne wrażenie, o czym napiszę za chwilę. Jest jednak jedna kwestia, która wydała mi się nieco... dziwna. Główny bohater miał osiem lat, ale przez to, jak został wykreowany, miałam wrażenie, że jest co najmniej nastolatkiem. Okazał się bowiem nad wyraz dojrzały. Był pewnego rodzaju cudownym dzieckiem, które przerasta swoich rówieśników poziomem inteligencji, wiedzy i zdolnością łączenia faktów w całość. Gdyby nie to, że autor co pewien czas przypominał, o tym, iż Owen jest dzieckiem, na pewno bym o tym zapomniała. 

Ogromnie przypadło mi do gustu to, iż większość akcji dzieje się na królewskim dworze. Uwielbiam tego typu intrygi, tajemnice, zagadki i podstępy. Nic więc dziwnego, że cieszę się, iż w tej serii również można spotkać coś takiego. Mam także ogromną nadzieję, że w kolejnych tomach ten wątek zostanie jeszcze bardziej rozwinięty.

Spodobało mi się to, że w Trucicielce królowej naprawdę wiele się dzieje. Z niecierpliwością śledziłam kolejne sceny i próbowałam przewidzieć, co jeszcze się wydarzy. To mogę uznać za wielką zaletę tej książki, ponieważ kartki niezwykle szybko przelatywały mi między palcami i zanim się spostrzegłam, byłam już na ostatniej stronie.

Cieszę się z faktu, iż autor zamieścił w swojej twórczości nutę fantastyki. Ogromnie zainteresował mnie wątek daru, który posiada jedna osoba na tysiąc. Bardzo rzadko ktoś zostaje obdarzony przez Źródło i ja od samego początku zastanawiałam się, czy to właśnie Owen będzie jednym z wybrańców.

Trucicielka królowej okazała się naprawdę dobrym rozpoczęciem serii. Świetnie wykreowany świat, ciekawi bohaterowie, pędząca akcja, intrygi, zdrady, polityka i nuta fantastyki z pewnością zachęciły mnie do kontynuowania tej historii. Mam zamiar poznać kolejne tomy tej historii i gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę powieść.


Autor: Jeff Wheeler
Tytuł: Trucicielka królowej
Tom: 1
Tłumaczenie: Anna Krochmal
Liczba stron: 350
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję zazyjkultury.pl



środa, 3 kwietnia 2019

Kolejne 5 seriali, które chcę obejrzeć

Kolejne 5 seriali, które chcę obejrzeć

Cześć!

Poprzedni post z listą pięciu seriali, które chcę obejrzeć bardzo Was zainteresował. Pojawiło się wiele komentarzy z Waszymi opiniami na temat tytułów zamieszczonych we wpisie, ale także dużo polecajek innych dzieł. W związku z tym postanowiłam stworzyć kolejną część. Zapraszam!

1. The End of the F***ing World

Siedemnastoletni James (Alex Lawther) twierdzi, że jest psychopatą. Jego zainteresowania są dość nietypowe: uwielbia mordować zwierzęta. Pewnego dnia jednak przestaje mu to sprawiać radość, więc postanawia zapolować na coś większego - człowieka. Los się do niego uśmiecha, kiedy poznaje Alyssę (Jessica Barden) - zbuntowaną nastolatkę w swoim wieku mającą własne problemy życiowe. Dziewczyna proponuje mu ucieczkę. Oboje wyruszają w podróż po Anglii. Ich przygoda niesie za sobą serię niefortunnych zdarzeń. 




2. Gra o tron

Kilka rodzin szlacheckich walczy o panowanie nad ziemiami krainy Westeros. Polityczne i seksualne intrygi są na porządku dziennym. Robert Baratheon (Mark Addy), król Siedmiu Królestw, prosi swojego starego przyjaciela, Eddarda Starka (Sean Bean), aby służył jako jego główny doradca. Ten, podejrzewając, że poprzednik na tym stanowisku został zamordowany, przyjmuje propozycję, aby dogłębnie zbadać sprawę. Okazuje się, że przejęcie tronu planuje kilka rodzin. Lannisterowie, familia królowej, staje się podejrzana o podstępne knucie spisku. Po drugiej stronie morza pozbawieni władzy ostatni przedstawiciele poprzednio rządzącego rodu, Targaryenów, również zamierzają odzyskać kontrolę nad królestwem. Narastający konflikt pomiędzy rodzinami, do którego włączają się również inne rody, prowadzi do wojny. W międzyczasie na dalekiej północy budzi się pradawne zło. W chaosie pełnym walk i konfliktów tylko grupa wyrzutków zwana Nocną Strażą stoi pomiędzy królestwem ludzi, a horrorem kryjącym się poza nim. 



3. Opowieść podręcznej

Teokratyczna Republika Gilead boryka się z problemem dzietności. Płodna Offred (Elisabeth Moss) jest podręczną, która mieszka u wysokiej rangi komandora i jego żony. Kobieta raz w miesiącu musi oddać swe ciało panu domu z nadzieją, że uda jej się zajść w ciążę. Offred musi być posłuszna i postępować zgodnie z obowiązującymi surowymi zasadami. Jeśli zacznie buntować się przeciwko swemu losowi, zostanie wysłana do kolonii karnej, gdzie czekać ją może tylko śmierć. Kobiecie ciężko jest pogodzić się ze swoim losem. Marzy o powrocie do starego życia, gdzie miała męża, córkę i prawo decydowania o własnym losie.



4. Misja Afganistan

Ten serial już oglądałam, ale chcę zrobić re-watching. Mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć w najbliższym czasie.

Serial "Misja: Afganistan" to opowieść o żołnierzach II plutonu pierwszej kompanii piechoty zmechanizowanej z Wędrzyna, pod dowództwem młodego oficera - porucznika Pawła Konaszewicza (Paweł Małaszyński). Konaszewicz zmaga się z etykietą "plecaka" - mówi się, że stanowisko otrzymał dzięki protekcji ojca – emerytowanego generała. Głównym antagonistą Konasza jest porucznik Żądło (Tomasz Schuchardt) – dowódca I plutonu. Napięcie między oficerami jest widoczne od pierwszego spotkania, a zażegnaniu konfliktu nie pomaga rywalizacja o kobietę - porucznik Justynę Winnicką (Ilona Ostrowska). Zbój (Eryk Lubos), Iwan (Mikołaj Krawczyk), Mamut (Dawid Zawadzki), Malbor (Piotr Rogucki), Biskup (Marcin Piętowski) i Młody (Sebastian Fabijański) - to żołnierze II plutonu pod dowództwem Konasza - każdy z nich nosi w sobie inną wojnę. Żaden z nich nie wyjeżdża na patrol zakładając, że może zginąć. Przygotowali się do tego miesiącami, latami. Jednak czy można przygotować się na śmierć? Albo na to, że odbierze się komuś życie?



5. Czas honoru

Sami wybrali los straceńców. Wracali z Zachodu do piekła okupowanej Polski, żeby tu walczyć. Zginął co trzeci z tych, którzy dotarli do kraju. "Czas honoru" jest opowieścią o losach grupy młodych polskich oficerów - tzw. "cichociemnych" skoczków - zrzuconych na teren okupowanej Polski 16 lutego 1941 roku. "Cichociemni" to nazwa, która powstała wśród żołnierzy polskich w Szkocji na tajnych kursach dywersji dla kandydatów do służby w kraju. Określała trafnie jej cel: konspiracyjną walkę z Niemcami i specyficzny sposób włączenia się do niej - tajny przerzut samolotem i nocny skok na spadochronie, akcje szpiegowskie i dywersyjne. W serialu, twórcy pokażą losy kuliku takich bohaterów - Bronka Woyciechowskiego (Maciej Zakościelny), Michała (Jakub Wesołowski), Czesława (Jan Englert) i Władka Konarskich (Jan Wieczorkowski), Janka Markiewicza (Antoni Pawlicki) oraz ich najbliższych i przyjaciół. Głównym wątkiem produkcji będzie uwięzienie Władka Konarskiego na Pawiaku oraz realizowany przez Niemców misterny plan stworzenia fikcyjnej organizacji niepodległościowej, która przenika do struktur prawdziwego podziemia AK-owskiego.



Dajcie znać, czy oglądaliście któryś z wymienionych seriali!
Możecie mi także polecić coś w komentarzu.

*Wszystkie opisy pochodzą ze strony filmweb.pl

wtorek, 2 kwietnia 2019

"Kefir w Kairze" Michał Rusinek | Mini-opinia

"Kefir w Kairze" Michał Rusinek | Mini-opinia


Bez względu na to, ile masz lat,
już czas, by zacząć zwiedzać świat.
Na podróż nie masz forsy? Czasu?
Wystarczy spojrzeć do atlasu
albo zakręcić raz globusem,
a wtedy pomkniesz jednym susem
do Azji albo do Afryki –
nie martwiąc się upałem dzikim.
Umówmy się, że na trzy-cztery
skoczysz do którejś z dwóch Ameryk.
Przebiegniesz truchtem Europę,
w Australii też postawisz stopę.
Zapytasz: „Czy to się tak da?”.
Odpowiedź zna książeczka ta.

Nie mam dzieci, a moja siostra jest już w sumie nastolatką, a ja mimo tego ostatnio coraz częściej sięgam po książki dla najmłodszych i tych nieco starszych małych czytelników. Uwielbiam także odwiedzać nowe miejsca, więc pomyślałam sobie Hej! Dlaczego nie sięgnąć po rymowany przewodnik po miastach świata? i tym sposobem znalazł się u mnie egzemplarz Kefir w Kairze. Niestety muszę z przykrością stwierdzić, że długo czekał na swoją recenzję, ponieważ ani troszeczkę nie wiedziałam, jak zabrać się do jej napisania.

Zacznę od mojej opinii o ilustracjach Joanny Rusinek. Jest mi smutno z tego powodu, ale niestety one nieszczególnie przypadły mi do gustu. Z jednej strony są bardzo kolorowe, przyciągają wzrok, dobrze i ciekawie pasują do nastroju wierszy, ale z drugiej nie podobało mi się to, że są trochę nierealne, zniekształcone. Niektóre są ładne, a inne wyglądają, jakby mały czytelnik sam je narysował. Zdaję sobie sprawę z tego, że duża część osób lubi taki styl, ale ja wolę bardziej realne wersje. Muszę jednak przyznać, że okładka i twarda oprawa mnie zachwyciły.

Tej książki nie nazwałabym przewodnikiem po miastach świata, tylko po ich nazwach. Mimo tego rymowanki mi się spodobały i myślę, że uroczym pociechom również przypadną do gustu. Naturalne jest to, że niektóre bardziej zwróciły moją uwagę, a inne mniej, ale w ogólnym rozrachunku wywarły na mnie pozytywne wrażenie.

Sięgnijcie po twórczość Michała Rusinka i sami (lub z Waszymi szkrabami) przekonajcie się, czy warto.

Autor: Michał Rusinek
Tytuł: Kefir w Kairze
Ilustracje: Joanna Rusinek
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książeczki i wyrażenia swojej opinii dziękuję:


Copyright © 2016 Uzalezniona od ksiazek , Blogger