wtorek, 11 lipca 2017

Czy jest tak cukierkowo jak mi się zdawało? | "Konkurs na żonę" Beata Majewska | Recenzja

Autor: Beata Majewska
Tytuł: Konkurs na żonę
Tom: 1
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Książnica / PUBLICAT S.A.
ISBN: 978-83-245-8265-5
Moja ocena: 2+/10

"Świat się nie kończy, gdy bliska osoba odchodzi lub zawodzi. Ciągle jeszcze jest ktoś dla ciebie najważniejszy, ty sama."

Hugo Hajdukiewicz jest przystojnym i dobrze wykształconym dwudziestoparolatkiem. Nie ulega wątpliwości, że życie kawalera ani trochę mu nie przeszkadza. Kiedy jego wujek umiera, wszystko ma się zmienić, ponieważ w testamencie zaznaczył, że siostrzeniec nie odziedziczy majątku, jeżeli nie ustatkuje się do trzydziestego roku życia. W tym momencie powstaje plan ŻONA, a niczego nieświadoma studentka pada jego ofiarą. Jakie będę jego skutki? Miłość i szczęście czy nieszczęśliwe małżeństwo? A może nic z tego nie wyjdzie? Jeżeli chcecie, możecie przekonać się sami.

Od pewnego czasu wszędzie pojawiały się pozytywne recenzje tej książki. Mówili, że taka wspaniała, lekka i przyjemna. Okładka według mnie jest śliczna, przyciągająca wzrok, a tytuł skojarzył mi się z "Rywalkami", więc zamówiłam sobie tę powieść, bez czytania opisu. Uznałam, że będzie idealna na lato i niedługo po otworzeniu paczuszki, zaczęłam czytać.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu około stu stron, byłam bardzo zawiedziona i poirytowana. Najchętniej wyrzuciłabym w tamtym momencie książkę przez okno i jak najszybciej zapomniała, że miałam ją w dłoni, a na dodatek za nią zapłaciłam. Wkurzałam się na bohaterów, autorkę i wszystkich blogerów, którzy ją chwalili. Uznałam jednak, że przeczytam ten tekst na siłę, żeby móc napisać swoją recenzję i ostrzec wszystkich, że "Konkurs na żonę" zachęca tylko okładką, ale na pewno nie treścią. Dalej już było trochę lepiej, nawet chciałam wiedzieć, co będzie działo się dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Czy było warto? Nie sądzę.

Najbardziej zdenerwowało mnie chyba to, jak p. Beata Majewska opisała ludzi pochodzących ze wsi. Miałam wrażenie, że nigdy nie była w żadnej małej miejscowości i pisała tylko na podstawie stereotypów znalezionych w internecie i starych filmach. Ja nie pochodzę z miasta i naprawdę golenie nóg to dla mnie nic dziwnego, ludzie umieją tu (na wsi) poprawnie mówić, kulturalnie się zachowują, wyjeżdżają na studia, młodzież spotyka się na randki, całuje i czasami ma dzieci. Nikt tutaj nie zawstydza się przy każdej okazji i na pewno prawie żadna panna nie opowiada o swoim życiu intymnym dla babci. Nie przesadzajmy, w dzisiejszych czasach domy położone między polami i łąkami nie są jakimś krańcem świata, gdzie nikt nie zagląda, a nowoczesność tam nie sięga.

Sprawa kolejna. W szkole nauczycielka języka polskiego wpoiła do mojej głowy, że nie wolno stosować spolszczonego zapisu wyrazów zapożyczonych. Nie wiem, czy to właśnie dlatego tak bardzo mi to przeszkadzało, czy z jakiegoś innego powodu, ale w momencie, kiedy widziałam wyrazy "mejkap", "na tłicie", "rejczel" i tym podobne, miałam ochotę wziąć długopis w dłoń, skreślić to i napisać poprawnie. Może powinnam tak zrobić.

Od samego początku miałam wrażenie, że Łucja została wyrwana z jakiejś innej epoki i wrzucona w XXI wiek. Bez przerwy się rumieniła, za wszystko przepraszała, dawała mężczyźnie sterować swoim życiem i ciągle się bała, co ludzie powiedzą na to, jak się zachowuje i tak dalej. Czytając, miałam wrażenie, że nie ma ona prawie dziewiętnastu lat, tylko trzynaście albo mniej. Jej dziecinne zachowanie i wiara w historię, jak z książki mnie dobijała. Z jednej strony to fantastyczne, że umiała cieszyć się życiem i wierzyć w dobro, ale z drugiej miałam świadomość, że takie osoby nie osiągną zbyt wiele. Po prostu uchodziła według mnie za zbyt ufną i naiwną. Gdyby nie to, że dziewczyna lubi książki i jest inteligentna, znielubiłabym ją i to bardzo. To, że dzięki babci stała się osobą skromną i pracowitą, także ją "ratowało".

Hugo. Cóż ja mogę o nim powiedzieć? Przystojny, bogaty, dobrze wykształcony człowiek. Czy ideał? Niekoniecznie. Według mnie ciągle się wywyższał, uważał się za pana świata, któremu wszystko się należy. Traktował innych ludzi oschle, niezbyt umiał się zaangażować w stosunki międzyludzkie, mało rzeczy było w stanie go rozśmieszyć lub uszczęśliwić. Dla mnie bardziej przypominał robota niż żywego człowieka z krwi i kości. Dopiero kilka ostatnich stron lekko go zmieniło, ale nie na tyle, aby przypadł mi do gustu.

Całość mogę podsumować tylko tak: książka mi się nie podobała, nie była lekka i przyjemna, większość żartów mnie nie rozśmieszyła. Bohaterów nie polubiłam i mnie irytowali, gdyż zostali wykreowani na dość dziwnych ludzi. Jedyne uczucia, jakie towarzyszyły mi przy tej lekturze to irytacja i od czasu do czasu głód. Może Wam się spodoba ta powieść, ale ja jestem na NIE.

*** 

Książka bierze udział w wyzwaniu #czytambopolskie