piątek, 28 lipca 2017

"Friendzone" Sandra Nowaczyk | Recenzja

Autor: Sandra Nowaczyk
Tytuł: Friendzone
Liczba stron: 408
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Moja ocena: 3/10

"Tragedia. W jej oczach. W jej sercu.''

Tatum i Griffin przyjaźnili się od zawsze. Razem uczyli się jeździć na rowerze, wspólnie spędzali urodziny, każdą wolną chwilę poświęcali sobie nawzajem. Byli dla siebie jak brat i siostra. Miało tak zostać do końca ich dni. Przynajmniej tak im się wydawało. Jeden taniec na balu maskowym całkowicie zmienił relacje między nimi. Teraz ich znajomość jest pełna sprzecznych emocji i wątpliwości. Żadne z nich nie wie, co tak naprawdę czuje. Jak potoczą się losy dwojga młodych ludzi? Czy odkryją, jakie jest ich przeznaczenie?

Przed rozpoczęciem książki, podchodziłam do niej z wielkim entuzjazmem. Wiele pozytywnych opinii, piękna okładka i nazwanie autorki polską Estelle Maskame - to wszystko sprawiło, że chciałam jak najszybciej zacząć czytać. Pół godziny po otrzymaniu przesyłki z tą powieścią w środku, otworzyłam "Friendzone" na pierwszej stronie i zaczęłam zapoznawać się z treścią.

Muszę przyznać, że najchętniej recenzowanie tej książki podzieliłabym na dwie części. Już śpieszę z wyjaśnieniem dlaczego. Pierwszych dwieście stron książki ani trochę mi się nie podobało, ale końcówka okazała się całkiem przyjemna. Sama nie wiem, co myśleć o debiucie tej autorki, więc wybaczcie mi, jeżeli będę pisać odrobinę nieskładnie.

Po przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron byłam niemal pewna, że będę musiała napisać bardzo negatywną opinię. Język, którym posługiwała się autorka, okazał się dość prosty. Wydarzenia określiłabym jako mało zaskakujące i sztampowe. Duża ich część nie miała większego sensu. Nic nie wnosiła do fabuły, nie skłaniała do przemyśleń, ani nie przyczyniała się do określenia charakteru  bohaterów.  Zapoznawanie się z kolejnymi słowami, stronami i rozdziałami nie sprawiało mi żadnej radości, a wręcz mnie męczyło. Czułam się, jakbym czytała opowiadanie jedenastolatki, a nie dziewczyny starszej ode mnie.

Sytuacje, jakie stworzyła autorka, przypominały mi pisane naprędce romansidła, które nie mają być logiczne, lecz poruszające. Przytoczę przykład wspomnianego w opisie balu maskowego. TUTAJ MOŻE BYĆ SPOILER. Dwoje przyjaciół, którzy znają się od lat, spotkają się na balu maskowym. Nie rozpoznają się po sylwetce, włosach, oczach, ustach i głosie. Gdy zdejmują maski, są zaskoczeni swoim widokiem. Poza tym zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. KONIEC SPOILERA. No proszę, czy to nie jest lekko naiwna scena? Moim zdaniem jest.

Niestety nie doszukałam się w tej książce niczego oryginalnego i zaskakującego. Liczyłam na coś wyjątkowego lub wzbudzającego tysiące emocji. Chciałam też przeczytać coś z życia wziętego, gdyż tytułowe "friendzone" jest dość popularne w dzisiejszych czasach wśród młodzieży. Nie mogę powiedzieć, że dostałam cokolwiek z wymienionych rzeczy.

Bohaterowie mi się nie spodobali, nie polubiłam ich. Dość często irytowali mnie sztucznymi dialogami, zachowaniem i niezdecydowaniem. Nie mieli rozbudowanej psychiki i myślę, że podobnych nie znaleźlibyśmy w prawdziwym świecie. Poza tym trudno mi ich sobie wyobrazić zarówno z charakteru, jak i wyglądu. Może, gdyby ich osobowości zainspirowano autentycznymi postaciami, książka stałaby się o wiele lepsza.

Wiem, że moja recenzja brzmi bardzo negatywnie, ale momentami naprawdę miło czytało się tę historię. Nie umiem tego uzasadnić, ale myślę, że mimo wszystko autorka ma potencjał. Sandra Nowaczyk powinna poćwiczyć pisanie, posiedzieć dłużej nad swoim tekstem i dopracować detale. Być może jakiś kurs mógłby jej w tym pomóc. Ta książka mi się nie spodobała, ale mam nadzieję, że osoba, która ją stworzyła, nie zniechęci się mało pozytywnymi opiniami i będzie się rozwijać.

Tę i wiele innych książek w atrakcyjnych cenach możecie kupić w księgarni internetowej PanTomasz.pl

 
***

Książka bierze udział w wyzwaniu #czytambopolskie