wtorek, 30 stycznia 2018

Uwaga, dość drastyczne | "Kato-tata. Nie-pamiętnik" Halszka Opfer | Recenzja

Uwaga, dość drastyczne | "Kato-tata. Nie-pamiętnik" Halszka Opfer | Recenzja

 Halszka odkąd pamięta, jest poniżana, molestowana, bita i gwałcona. Żyje, chociaż ma wrażenie, że znajduje się w piekle. Nikt nie okazuje jej życzliwości, a przynajmniej szacunku. Większość ludzi wyśmiewa ją albo widzi w niej jedynie obiekt seksualny. Niewątpliwie najgorszy jest jej ojciec, który od najmłodszych lat życia dziewczynki wykorzystuje ją na najróżniejsze sposoby, nie mając przy tym najmniejszych wyrzutów sumienia. Czy dziecko w końcu powie komuś o swoich cierpieniach? Czy ktoś odważy się przerwać pasmo nieszczęść, które ją spotyka?

Tę książkę chciałam przeczytać już od ponad dwóch lat. Ciągle jednak brakowało mi odwagi, ponieważ wiedziałam, jakie wrażenie na mnie wywrze. W końcu przełamałam się i uznałam, że jestem wystarczająco gotowa. Zaczęłam poznawać historię Halszki. Nie wiecie nawet, jakie emocje mną targały, gdy czytałam kolejne wersy. Od dzieciństwa ogromnie wczuwałam się w sytuację bohaterów i tym razem to mnie zgubiło. Smutek, gniew i zażenowanie często mieszały się z chęcią zamordowania ojca głównej postaci. Wiele razy byłam o krok od odłożenia tej książki, ponieważ dzięki niej poznawałam ogrom zła istniejącego na tym świecie. Przełamywałam się jednak i brnęłam coraz głębiej w tę opowieść, robiąc sobie przedtem krótką przerwę.

Najchętniej położyłabym to dzieło na półce fikcji literackiej. Nie chciałabym, aby wszystkie wspomnienia i opisy zawarte w tej książce były prawdziwe. Wolałabym, aby takie rzeczy nie przydarzyły się Halszce. Niestety przez całą książkę miałam tę świadomość, że to wszystko jest prawdą. Wiecie, co jednak przeraża mnie najbardziej? Takich wykorzystywanych dzieci jest dużo, dużo więcej. My nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile niewinnych osób codziennie jest molestowanych, gwałconych, pozbawionych radości z życia. Sami nie potrafią obronić się przed swoimi oprawcami, a nie znajduje się nikt, kto udzieliłby im tak potrzebnego wybawienia. Płaczą, rozpadają się na drobne kawałeczki, a nawet brzydzą się sobą. Mogą jedynie mieć nadzieję, że ktoś zauważy ich położenie i będzie miał odwagę zareagować. Niestety, często nie znajduje się nikt, kto usłyszałby ich nieme błaganie o pomoc.

Myślę, że to bardzo ważna książka, która powinna zdobyć jak najszersze grono odbiorców. Nie dlatego, że przyjemnie jest poznawać tę historię, lecz po to, aby otworzyła nam oczy i nauczyła reagować, kiedy jest to potrzebne. To ona ma szansę nauczyć nas, że nie wolno przechodzić niewzruszenie obok cudzego nieszczęścia. Czytając, poniekąd zostajemy obdarowani darem empatii. Umiemy wczuć się w sytuację innych osób, a dzięki temu potrafimy ich zrozumieć i pomóc. 

Gdy Halszka opisuje swoje losy, niemal czuje się to, co ona. Jej ból, załamanie psychiczne oddziałuje również na czytelnika. W pewnych momentach miałam wrażenie, że stoję w nędznej chatce, biednej i brudnej. Wokół mnie słychać krzyki, trzask, płacz i bełkot. Do mojego nosa dociera obrzydliwy zapach alkoholu, papierosów i potu. Moje oczy patrzą na coś, czego mózg nie może pojąć. Stoję i nie potrafię się poruszyć. Nie mogę sobie wyobrazić, co musi dziać się w głowie tej niewinnej dziewczynki.

Według mnie autorka pokazała bardzo dużo ważnych rzeczy. Opisała bowiem nie tylko zachowanie swojego bezwzględnego ojca, ale również innych osób z jej otoczenia. Matka powinna być kochająca, troskliwa i rozumiejąca. Prawdziwa rodzicielka jest w stanie odjąć sobie od ust ostatni kęs chleba, by jej dziecko nie przymierało głodem. Jaka była opiekunka Halszki? Zastraszona i słaba psychicznie. Pozwalała swojemu mężowi na wszystko, nie potrafiła lub nie chciała mu się przeciwstawić. Krzywdził jej dzieci, a ona po prostu odwracała wzrok lub widziała jedynie to, co chciała ujrzeć.

Jednak nie tylko ta kobieta zawiniła swoim brakiem odwagi, ponieważ w życiu tego dziecka pojawiło się wielu dorosłych, którzy nie zrobili nic, by zapobiec tym nieszczęściom. Niektórzy wręcz przyczyniali się do tego, poniżając ją, wpędzając w poczucie winy. Miała tego pecha, że na swojej drodze spotkała wielu nieodpowiednich ludzi, którzy dołożyli swoje trzy grosze do jej tragedii.

Bardzo prawdziwa, smutna i warta poznania historia o życiu małej dziewczynki usianym pasmem cierpienia. Porusza wiele ważnych i trudnych tematów nadal pozostających dla większości tabu. Mam nadzieję, że po nią sięgniecie, aby kiedyś być w stanie pomóc osobie, która nie będzie taka silna jak Halszka.

Tytuł: Kato-tata. Nie-pamiętnik.
Autor: Halszka Opfer
Liczba stron: 201
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Czarna Owca

poniedziałek, 29 stycznia 2018

"LOVE Line" Nina Reichter | Recenzja

"LOVE Line" Nina Reichter | Recenzja

Spotkali się w dość nietypowych okolicznościach. On-psycholog pomagający zagubionym kobietom zmienić swoje życie. Wspierający dobrą radą i oryginalnym, zdrowym podejściem do ich miłosnych rozterek. Ona-młoda, zdolna dziennikarka pracująca dla znanego magazynu dla kobiet będąca w trakcie rozwodu. Przedstawicielka płci pięknej poszukująca upragnionego szczęścia. Poznali się w restauracji. Przypadek lub przeznaczenie sprawiło, że usiedli przy tym samym stoliku pogrążonym w ciemności. Matthew Hansen chce zbliżyć się do nowo poznanej kobiety, chociaż wie, że nie powinien. Aby to osiągnąć, pomaga jej przy pisaniu artykułu na temat pick-up artists, czyli trenerów podrywu uczących swoich magnetycznego oddziaływania na wypatrzone damy. Wszystko mogłoby potoczyć się idealnie, gdyby nie to, że obydwoje mają swoje sekrety i niedomknięte sprawy.

"LOVE Line" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Niny Reichter. Już wcześniej wiedziałam jednak, że jest ona autorką znanej serii pt. "Ostatnia spowiedź". Bardzo wiele osób ją chwaliło, więc postanowiłam sięgnąć po najnowszą powieść tej pisarki. Czego się spodziewałam? Tylko tego, że będzie dobra. Nie chciałam robić sobie zbędnych nadziei, bo bałam się, że się rozczaruję. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że moje obawy były bezpodstawne. Historia Matthew i Bethany okazała się strzałem w dziesiątkę i z pewnością nie zniknie z mojej głowy zaraz po odstawieniu książki na półkę.

Muszę zacząć od tego, że Nina Reichter w swoim dziele posługuje się lekkim, ale przy tym barwnym językiem. Sprawia, że czytelnik nie czyta, lecz pochłania tę opowieść z zapartym tchem. Gdy się wciągnie, potrzeba naprawdę dobrego powodu, żeby opuścił tę historię.

Moim zdaniem w "LOVE Line" zostało poruszonych naprawdę wiele ważnych wątków, które skłaniały do refleksji i niekiedy do zmiany czegoś w swoim życiu. To właśnie dzięki nim mam teraz nieco inne spojrzenie na świat i swoje problemy. Jedną z takich kwestii jest pewność siebie, a także jej brak. Na przykładzie poszczególnych bohaterów autorka pokazała, że istnieją ludzie, którzy posiadają rzeczy materialne, ale ich samoocena znajduje się na bardzo niskim poziomie i na odwrót. Nie zdajemy sobie również sprawy z tego, że osoby, które uważamy za piękne, a wręcz idealne, również mają kompleksy i nie zawsze są pewni siebie. Jaki z tego wniosek? Zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy, ładniejszy, bardziej wysportowany. Nie porównujmy się do innych, bo nie warto.

Książka zwróciła moją uwagę również na to, że nasze samopoczucie, uczucia, intencje, a nawet charakter pokazujemy za pomocą gestów, zachowania, mowy ciała. Osoba, która się na tym zna, od razu będzie umiała określić, czy się stresujesz, denerwujesz lub jesteś smutny/smutna. Twoje kłamstwo od razu wyjdzie na jaw, a zainteresowanie kimś płci przeciwnej nie umknie jej uwadze. Masz złe intencje? No cóż, tego również nie zataisz. Być może to jest niepokojące, ale jednak naprawdę są ludzie, którzy potrafią to wszystko wyczytać z Twojego zachowania.

Co jeszcze zwróciło moją uwagę? Fakt, iż Matthew słusznie zauważył, że czyny popełnione w przeszłości ciągną się za człowiekiem całe życie. Nawet jeżeli chce się je zatuszować, prędzej czy później zostaną ujawnione. Czasami to może diametralnie zmienić czyjeś losy.

Mam również nadzieję, że niewiele osób stosuje się do tych wszystkich poradników typu "Siedem sposobów na zatrzymanie mężczyzny przy sobie" lub "Dziesięć oznak, że dla niego to coś więcej niż biurowy flirt", ponieważ czasami sami twórcy nie wierzą, że to faktycznie działa. Najlepiej po prostu być sobą i robić to, co podpowiada serce.

Moim zdaniem autorka świetnie dawkowała emocje. Sprawiała, że chciało się coraz więcej i próbowało domyślić, co jeszcze może się wydarzyć. Nie mogłam również powstrzymać się od dociekania, jakie tajemnice mogą skrywać bohaterowie. Nina Reichter od czasu do czasu robiła ciekawe, drobne nawiązania do poprzednich rozdziałów i w mojej głowie pojawiało się automatyczne "Aha, to ma jakiś związek!". Dopiero później przekonywałam się, czy moje przeczucia były słuszne. W tej powieści podobało mi się praktycznie wszystko i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

Świetna powieść, która pod przykrywką lekkiej historii ukazuje wiele ważnych kwestii mogących w przyszłości pomóc niejednej kobiecie. Określiłabym ją jako wartościową, dojrzałą i inteligentną, a przy tym kobiecą. Niewątpliwie ma klasę.

Tytuł: LOVE Line
Autor: Nina Reichter
Liczba stron: 488
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 10-/10


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:

Nina Reichter

oraz



sobota, 20 stycznia 2018

"Wybory Niny" Anna Kekus | Recenzja

"Wybory Niny" Anna Kekus | Recenzja

Damian jest młodym, bogatym i do tego przystojnym początkującym politykiem. Pewnego dnia w niezbyt przyjemnych okolicznościach poznaje Ninę. Okazuje się, że kobieta jest Polką, a to nieczęsto spotyka się na Florydzie. Przez sentyment do polskich korzeni mężczyzna postanawia pomóc nowo poznanej przedstawicielce płci pięknej. Po jakimś czasie proponuje jej układ, w wyniku którego miałaby zostać jego "żoną na niby". Ona zyska potrzebne jej pieniądze i dokumenty, dzięki którym będzie mogła zostać za granicą. On naprawi swoją reputację, pozbędzie się etykietki kobieciarza i zdobędzie zaufanie wyborców. Na początku wszystko toczy się idealnie, do czasu, gdy odzywa się do nich znajomy z niezbyt odległej przeszłości.

"Wybory Niny" kusiły mnie swoją piękną okładką i ciekawym opisem już od chwili wydania. Niestety, gdy książka trafiła już w moje ręce, nagle straciłam zapał i chęć, do sięgnięcia po nią. Po pewnym czasie na szczęście zmobilizowałam się i zaczęłam czytać. Już od pierwszych stron zostałam bardzo mile zaskoczona. Dlaczego? Już Wam o tym opowiadam.

Anna Kekus z pewnością świetnie odnalazła się w gatunku literatury obyczajowej.  Jej styl pisania i lekkość, z jaką  potrafi opisać każde wydarzenie sprawia, że czytelnik poznaje całą treść w bardzo krótkim przedziale czasu.  Niewątpliwie autorka ma również talent do wciągania mola książkowego w stworzony przez siebie splot wydarzeń i niewypuszczania go, aż do końca opowieści. Za każdym razem,  gdy trzeba odłożyć na chwilę tę opowieść, ma się ochotę na więcej i wmawia się sobie samemu, że "tylko jeszcze jeden rozdział". Ciężko jednak dotrzymać tej obietnicy.

Za kolejny plus można uznać fakt, iż bohaterzy zostali dobrze skonstruowani. Nie wydają się puści i naiwni, a to dość często zdarza się w tego typu lekkich powieściach. Damian i Nina nie irytowali mnie i chętnie przeżyłabym z nimi jeszcze kilka przygód, więc bardzo się cieszę, że szykuje się kolejna część ich historii. Spodobało mi się również to, że wątek miłosny został zarysowany w taki sposób, że "nie narzucał się" czytelnikowi. Słodkie słówka i czułe gesty nie wyskakiwały z każdego kąta, lodówki i szafy. Wszystko dobrze ze sobą współgrało i wręcz miało się nadzieję, że autorka doda coś jeszcze. 

Znalazło się niestety również kilka drobnych minusów. Mimo tego, że historia była lekka, ciekawa i przyjemna, ciągle miałam wrażenie, że podobny motyw można spotkać w wielu innych książkach. Niewinna, niedoceniająca własnej wartości kobieta i przystojny, pewny siebie mężczyzna. Motyw Kopciuszka? Być może. Kolejnym mankamentem okazało się lekkie wyidealizowanie postaci i wydarzeń. Mogę z pewnością stwierdzić, że niektóre z nich były bardzo nieprawdopodobne. Coś takiego po prostu miałoby marne szanse na zdarzenie się w rzeczywistości.

Moje narzekanie mogłoby niektórych zniechęcić do lektury tego tytułu, ale mogę zapewnić, że dla mnie te rzeczy ani odrobinę nie przeszkadzały w zapoznawaniu się z powieścią pióra Anny Kekus, a wręcz przeciwnie. Całość przeczytałam w zaledwie kilka godzin, a po skończeniu na mojej twarzy nadal gościł uśmiech.

"Wybory Niny" to lekka i pełna ciepła opowieść o tym, że życie potrafi ciągle nas zaskakiwać i że wszystko ma swoje skutki. Być może jej treść nie zostanie z nami na dłużej, ale z pewnością pozwoli nam na kilka godzin odstresowania i miłych chwil spędzonych w towarzystwie Niny i Damiana.


Tytuł: Wybory Niny
Autor: Anna Kekus
Liczba stron: 304
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Lira
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję: 
 

sobota, 13 stycznia 2018

"Więzy miłości" Jorunn Johansen | Recenzja

"Więzy miłości" Jorunn Johansen | Recenzja

UWAGA! RECENZJA ZAWIERA SPOILERY Z POPRZEDNICH TOMÓW! 

Stina nadal bardzo często widuje się z Mathiasem, chociaż utrudnia jej to wiele osób. Pewnego dnia będąc w jego posiadłości, spostrzega w oknie poddasza dziwnego mężczyznę, który uporczywie wbija w nią wzrok. Kim jest tajemnicza postać i czego może chcieć? Odpowiedź na to pytanie jest trudna, głównie dlatego, że tylko ona go widzi.

Nie tylko Stinie życie rzuca kłody pod nogi, bo Gjertrud znowu składa wizytę Andrine. Bogata piękność twierdzi, że podczas podróży do stolicy pogodziła się z Isakiem, wróciła do niego i o zgrozo... została jego żoną. Jako dowód pokazuje jej okazały pierścionek. Andrine nie wie, co ma o tym myśleć, zwłaszcza że do tej pory nie dostała od narzeczonego ani jednego listu. Postanawia poprosić babcię o pozwolenie na wyjazd do Christianii w poszukiwaniu narzeczonego.

Szósty tom sagi "Czas milczenia" zaczęłam czytać w dużym odstępie czasu po skończeniu poprzedniej części. W końcu jednak musiałam (i chciałam) wrócić do jej poznawania. Niestety na samym początku nie miałam pojęcia, o co chodzi, ponieważ wszystkie wydarzenia, wątki, związki między bohaterami wyleciały mi z głowy. Na szczęście po chwili zaczęłam sobie przypominać poszczególne informacje, nie czułam się już zagubiona i z przyjemnością mogłam wciągnąć się w lekturę.

Co mogę powiedzieć na temat tego tomu? Z pewnością utrzymuje podobny poziom, co poprzednie. Styl autorki nadal jest bardzo lekki, a dzięki temu czytanie zajmuje niewiele czasu. Każdy rozdział buduje coraz większe napięcie i czytelnik nie może się powstrzymać od dalszego zagłębiania się w fabułę. Mimo tego, że nie miałam zbyt dużo wolnego czasu, nie próbowałam nawet odrywać się od rozwiązywania kolejnych zagadek razem z bohaterami.

Zanim zaczęłam czytać sagi norweskie, sądziłam, że na każdy kroku można znaleźć w nich błędy logiczne i stylistyczne. Muszę przyznać, że się myliłam. Zdarzają się drobne mankamenty, ale nie rzucają się w oczy, a z pewnością w niczym nie przeszkadzają. Jedynie ilość nieszczęść spadających na bohaterów wygląda dość nieprawdopodobnie, ale to właśnie dzięki nim ciągle coś się dzieje i czytelnik się nie nudzi. 

Bardzo cieszę się, że autorce udało się z taką łatwością spleść ze sobą losy wszystkich postaci. Gdy myślałam już, że odkryłam powiązania pomiędzy nimi, okazywało się, że mój zmysł dedukcji szwankuje. Ciągle mnie coś zaskakiwało i w mojej głowie pojawiały się coraz to nowe wersje tego, co jeszcze może się wydarzyć.

"Więzy miłości" to bardzo ciekawa i zdumiewająca książka. Mimo tego, że nie należy ona do ambitnej literatury, można miło spędzić przy niej czas. Łatwo się przy niej odstresować i zapomnieć o troskach dnia codziennego. Na jeden wieczór na pewno się sprawdzi.


Autor: Jorunn Johansen
Tytuł: Więzy miłości
Seria: Czas milczenia
Tom: 6
Liczba stron: 224
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Ringier Axel Springer Polska
Moja ocena: 6/10
Informacje o Czasie milczenia:

- kolekcja jest w sprzedaży od 23 maja 2017 i zawiera 60 tomów
- kupić ją można w kioskach
- każdy kolejny tom będzie pojawiał się w kiosku co dwa tygodnie we wtorek
- I tom kosztuje tylko 3,99 zł


  Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję: 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

MAGICZNA KSIĘGARNIA - BOOK TAG

MAGICZNA KSIĘGARNIA - BOOK TAG

Zauważyłam, że w ostatnim czasie na moim blogu jest coraz więcej recenzji i to głównie one zawładnęły moim kawałeczkiem internetu. Oczywiście bardzo się z tego cieszę. Myślę jednak, że mogłabym robić więcej postów okołoksiążkowych na różne ciekawe i kreatywne tematy. Kilka pomysłów już mam (niektóre są w trakcie realizacji), ale postanowiłam, że najpierw wykonam nominację do TAGu od Kingi z bloga "Iskierka czyta" (KLIK).

Copyright © 2016 Uzalezniona od ksiazek , Blogger