poniedziałek, 29 stycznia 2018

"LOVE Line" Nina Reichter | Recenzja


Spotkali się w dość nietypowych okolicznościach. On-psycholog pomagający zagubionym kobietom zmienić swoje życie. Wspierający dobrą radą i oryginalnym, zdrowym podejściem do ich miłosnych rozterek. Ona-młoda, zdolna dziennikarka pracująca dla znanego magazynu dla kobiet będąca w trakcie rozwodu. Przedstawicielka płci pięknej poszukująca upragnionego szczęścia. Poznali się w restauracji. Przypadek lub przeznaczenie sprawiło, że usiedli przy tym samym stoliku pogrążonym w ciemności. Matthew Hansen chce zbliżyć się do nowo poznanej kobiety, chociaż wie, że nie powinien. Aby to osiągnąć, pomaga jej przy pisaniu artykułu na temat pick-up artists, czyli trenerów podrywu uczących swoich magnetycznego oddziaływania na wypatrzone damy. Wszystko mogłoby potoczyć się idealnie, gdyby nie to, że obydwoje mają swoje sekrety i niedomknięte sprawy.

"LOVE Line" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Niny Reichter. Już wcześniej wiedziałam jednak, że jest ona autorką znanej serii pt. "Ostatnia spowiedź". Bardzo wiele osób ją chwaliło, więc postanowiłam sięgnąć po najnowszą powieść tej pisarki. Czego się spodziewałam? Tylko tego, że będzie dobra. Nie chciałam robić sobie zbędnych nadziei, bo bałam się, że się rozczaruję. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że moje obawy były bezpodstawne. Historia Matthew i Bethany okazała się strzałem w dziesiątkę i z pewnością nie zniknie z mojej głowy zaraz po odstawieniu książki na półkę.

Muszę zacząć od tego, że Nina Reichter w swoim dziele posługuje się lekkim, ale przy tym barwnym językiem. Sprawia, że czytelnik nie czyta, lecz pochłania tę opowieść z zapartym tchem. Gdy się wciągnie, potrzeba naprawdę dobrego powodu, żeby opuścił tę historię.

Moim zdaniem w "LOVE Line" zostało poruszonych naprawdę wiele ważnych wątków, które skłaniały do refleksji i niekiedy do zmiany czegoś w swoim życiu. To właśnie dzięki nim mam teraz nieco inne spojrzenie na świat i swoje problemy. Jedną z takich kwestii jest pewność siebie, a także jej brak. Na przykładzie poszczególnych bohaterów autorka pokazała, że istnieją ludzie, którzy posiadają rzeczy materialne, ale ich samoocena znajduje się na bardzo niskim poziomie i na odwrót. Nie zdajemy sobie również sprawy z tego, że osoby, które uważamy za piękne, a wręcz idealne, również mają kompleksy i nie zawsze są pewni siebie. Jaki z tego wniosek? Zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy, ładniejszy, bardziej wysportowany. Nie porównujmy się do innych, bo nie warto.

Książka zwróciła moją uwagę również na to, że nasze samopoczucie, uczucia, intencje, a nawet charakter pokazujemy za pomocą gestów, zachowania, mowy ciała. Osoba, która się na tym zna, od razu będzie umiała określić, czy się stresujesz, denerwujesz lub jesteś smutny/smutna. Twoje kłamstwo od razu wyjdzie na jaw, a zainteresowanie kimś płci przeciwnej nie umknie jej uwadze. Masz złe intencje? No cóż, tego również nie zataisz. Być może to jest niepokojące, ale jednak naprawdę są ludzie, którzy potrafią to wszystko wyczytać z Twojego zachowania.

Co jeszcze zwróciło moją uwagę? Fakt, iż Matthew słusznie zauważył, że czyny popełnione w przeszłości ciągną się za człowiekiem całe życie. Nawet jeżeli chce się je zatuszować, prędzej czy później zostaną ujawnione. Czasami to może diametralnie zmienić czyjeś losy.

Mam również nadzieję, że niewiele osób stosuje się do tych wszystkich poradników typu "Siedem sposobów na zatrzymanie mężczyzny przy sobie" lub "Dziesięć oznak, że dla niego to coś więcej niż biurowy flirt", ponieważ czasami sami twórcy nie wierzą, że to faktycznie działa. Najlepiej po prostu być sobą i robić to, co podpowiada serce.

Moim zdaniem autorka świetnie dawkowała emocje. Sprawiała, że chciało się coraz więcej i próbowało domyślić, co jeszcze może się wydarzyć. Nie mogłam również powstrzymać się od dociekania, jakie tajemnice mogą skrywać bohaterowie. Nina Reichter od czasu do czasu robiła ciekawe, drobne nawiązania do poprzednich rozdziałów i w mojej głowie pojawiało się automatyczne "Aha, to ma jakiś związek!". Dopiero później przekonywałam się, czy moje przeczucia były słuszne. W tej powieści podobało mi się praktycznie wszystko i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

Świetna powieść, która pod przykrywką lekkiej historii ukazuje wiele ważnych kwestii mogących w przyszłości pomóc niejednej kobiecie. Określiłabym ją jako wartościową, dojrzałą i inteligentną, a przy tym kobiecą. Niewątpliwie ma klasę.

Tytuł: LOVE Line
Autor: Nina Reichter
Liczba stron: 488
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 10-/10


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:

Nina Reichter

oraz



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Uzalezniona od ksiazek , Blogger