poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Ile smutku może spotkać jedną osobę? | "Pocałunek morza" Anna Stryjewska | Recenzja

Ile smutku może spotkać jedną osobę? | "Pocałunek morza" Anna Stryjewska | Recenzja

Patrycja będąc małą dziewczynką, straciła najważniejszą osobę w życiu, mamę. Została tylko z tatem, który niedługo później postanowił ponownie się ożenić, a opiekę nad córką powierzył swojej rodzicielce. Mała dziewczynka dzielnie znosiła brak opieki, troskliwości, uwagi i miłości z czyjejkolwiek strony. Radziła sobie z samotnością, ciężkimi pracami w polu, sprzątaniem i ciągłymi narzekaniami babci. Postanowiła, że przetrwa to wszystko. Kilka lat później ojciec Patrycji, leżąc na łożu śmierci, wyznaje tajemnicę, która zmienia bardzo wiele w życiu nastolatki.

Brak przyjaciół, jakiejkolwiek życzliwości, nieszczęśliwa miłość i samotność sprawiają, że Patrycja postanawia zmienić swoje życie. Pod wpływem chwilowego impulsu wsiada do pociągu i jedzie w podróż po nowe życie. Czy je odnajdzie? Co czeka na nią wiele setek kilometrów dalej? Czy odnajdzie spokojne, szczęśliwe życie?

O książce usłyszałam zupełnie przypadkowo, przeglądając zapowiedzi wydawnictw. Okładkę oceniłam jako ładną. Przeczytałam opis i postanowiłam, że sięgnę po tę powieść. Dawno nie wpadła w moje ręce żadna dobra obyczajówka i zatęskniłam za tym. Nic więc dziwnego, że dałam szansę Pocałunkowi morza, mając nadzieję, że na nią zasługuje. To, że główna bohaterka jest moją imienniczką, dodatkowo mnie zachęciło. Przeczytałam ją po jakimś czasie i mimo wielu wad, podobała mi się. Po lekturze włączyłam sobie recenzje tej powieści i się zdziwiłam. Nie przypuszczałam, że inni tak nisko ją ocenili i męczyli się podczas jej czytania.

Moim zdaniem prawie cała książka została napisana lekkim, przyjemnym językiem. Akcja nie pędziła z zawrotną prędkością, ale ja się nie nudziłam. Wydarzenia przyciągały moją uwagę, chociaż od czasu do czasu zdarzało się, że okazywały się dosyć banalne. W większości jednak poruszały dosyć trudne tematy i nakłaniały mnie do chwilowej refleksji. Szkoda tylko, że nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.

Przypadło mi do gustu również to, że w drobnej części dzięki tej książce dowiedziałam się, jak wyglądało życie ludzi, kiedy moi rodzice byli młodzi. Życie bez ciągłego jeżdżenia samochodem, korzystania ze smartfonów, tabletów, laptopów i innych sprzętów elektronicznych. Zastępowało je wtedy pisanie listów, wycieczki pociągiem, spotkania i plotkowanie. Wtedy nie było idealnie, ale ludzie ze sobą rozmawiali, a nie pisali w mediach społecznościowych.

Przede wszystkim spodobało mi się jednak to, że autorka ukazała, jak ważni w życiu każdego człowieka są rodzice. To oni powinni nas wychowywać, pouczać, ale także wspierać, troszczyć się, być przy nas. To oni dają poczucie bezpieczeństwa, ochronę. Gdyby mogli, podarowaliby swoim dzieciom gwiazdkę z nieba. Gdy ich zabraknie, człowiekowi jest bardzo trudno, nie może pogodzić się z tą myślą.

Niestety z główną bohaterką, kiedy była młoda, nie dogadałabym się, chociaż nosimy takie same imiona. Jej charakter i to, że pozwalała się krzywdzić, sprawiało, że szybko się denerwowałam. Nie powinna dawać się tak wykorzystywać. Jej naiwność po prostu mi się nie podobała i cieszę się, że później ta nieporadna, mała dziewczynka zmieniła się w dojrzałą kobietę. Pokazała, że warto mieć marzenia i je spełniać. Wystarczy tylko wiedzieć, co chce się osiągnąć i dążyć do celu, mimo wątpliwości. Nie wolno tracić motywacji, a osiągnie się sukces.

Pocałunek morza to zdecydowanie powieść nie dla każdego. Jednym przypadnie do gustu, a inni będą mieli ochotę wyrzucić ją przez okno. Mnie się podobała, a jej wady dostrzegłam dopiero po skończeniu lektury. Nie zachęcam, ale również nie zniechęcam.

Autor: Anna Stryjewska
Tytuł: Pocałunek morza
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Szara Godzina
Moja ocena: 6-/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:


czwartek, 26 kwietnia 2018

Trylogia "Kolory uczuć" Ewa Bauer | Recenzja

Trylogia "Kolory uczuć" Ewa Bauer | Recenzja

Anna od kilku lat jest mężatką. Chwile cierpienia i bólu przeplatają się z tymi naprawdę szczęśliwymi i beztroskimi. Jak każda kobieta, pragnie, aby między nią, a jej partnerem układało się jak najlepiej. Niestety sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy małżeństwo traci jeszcze nienarodzone dziecko wyczekiwane z wielkim utęsknieniem. Zaczynają się kłótnie, nieporozumienia, spory i wzajemne obwinianie się. Oddalają się od siebie jeszcze bardziej. W końcu przedstawicielka płci pięknej postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i ratować to, co zostało z ledwo tlącego się uczucia. Namawia męża na udział w pewnego rodzaju terapii, a właściwie projekcie, który ma im pomóc w odbudowie dobrej relacji. Wszystko idzie zgodnie z planami, ale nagle w ich życie wkrada się kolejny bardzo duży problem.

O tej trylogii słyszałam bardzo mało, a wręcz nic. Nigdy wcześniej nie rzuciła mi się w oczy i dosłownie nic o niej nie wiedziałam. Gdy pierwszy raz spotkałam ją na swojej czytelniczej drodze, spodobały mi się głównie piękne okładki, dzięki którym postanowiłam zerknąć na opis i sprawdzić, czy mnie zaciekawi. Miałam ostatnio wielką ochotę przeczytać historię "z życia wziętą". Chciałam zapoznać się z wydarzeniami zapisanymi na papierze, które mogłyby wydarzyć się w realnym świecie i rzeczywiście zdarzają się zwykłym ludziom każdego dnia. Ta książka wydawała mi się zatem idealna. Po pewnym czasie przeczytałam ją i sama nie do końca wiem, co mam o niej myśleć. Wywołała we mnie ogrom sprzecznych emocji i oceniam ją jako po prostu średnią.

Zupełnie nie wiem, co mam powiedzieć o tym, w jaki sposób zostały napisane te trzy tomy. Z jednej strony styl autorki mi się podobał. Wydawał się lekki, obrazowy, a zarazem ciekawy. Istnieje jednak druga strona medalu. Dialogi bardzo często wydawały mi się sztuczne. Odnosiłam wrażenie, że były starannie zaplanowane. Nie charakteryzowały się spontanicznością i to zdecydowanie stało się ich wadą, ponieważ powinny brzmieć naturalnie. Nie umiałam wyobrazić ich sobie w życiu codziennym.

Sytuacje ukazane w życiu Anny i Roberta czasami wydawały mi się bardzo realistyczne, dobrze przedstawione. Często jednak zdarzało się również tak, że nie miały nic związanego z rzeczywistością.

Trylogia przedstawia nam najpierw fakty dokonane, a dopiero za pomocą retrospekcji pokazuje, jak doszło do danego wydarzenia. W pierwszym tomie autorka od razu poinformowała czytelnika, jak wszystko się zakończy. Dopiero później bardzo dokładnie, krok po kroku ukazywała kolejne etapy rozpadania się związku głównej bohaterki. Pokazała, co spowodowało daną sytuację, czy partnerzy próbowali zaradzić wygasaniu uczucia, kto zrobił coś nieodpowiedniego i co dokładnie oraz inne tego typu rzeczy. Nie umiem zdecydować, czy mi się to podobało, czy wręcz przeciwnie. Na początku miałam coś przeciwko temu zabiegowi, ponieważ w pewnym sensie zdradzał zakończenie. Z drugiej jednak strony ciekawie było śledzić przebieg wydarzeń, wiedząc, do czego to doprowadzi.

Na pierwszy rzut oka widać, że autorka interesuje się psychologią, naturą ludzką, uczuciami i wpływem wydarzeń na późniejsze zachowanie ludzi. Cały czas zasypywała nas ciekawostkami z tej dziedziny, ale najbardziej chyba było widać to w pierwszym tomie. Cała terapia dla par została bardzo obrazowo opisana. Małżeństwa wykonywały polecone im zadania i w ten sposób uczyły się rozumieć swoją drugą połówkę. Ewa Bauer za pomocą różnych wydarzeń ukazywała, jak mocno może się różnić punkt widzenia kilku osób. Mnie to niezwykle ciekawiło, ale dla osób niezainteresowanych takim tematem może to się wydawać wciśnięte na siłę.

Cieszę się, że w trylogii "Kolory uczuć" poruszono jeszcze jeden ważny temat. Gdy jedna z osób w związku naruszy zaufanie, bardzo trudno je odbudować, a czasami wręcz jest to niemożliwe. Zdrada, kłamstwa lub inne tego typu czyny bardzo bolą i trudno je wybaczyć, a zapomnieć się ich nie da.

Myślę, że historia pióra Ewy Bauer może interesować, ale ma także wiele wad. Czasami mnie ciekawiła, a kiedy indziej nudziła. Nie potrafię  powiedzieć, czy innym się spodoba, ale ja nie sięgnęłabym po nią po raz kolejny.


Autor: Ewa Bauer
Tytuł: W nadziei na lepsze jutro, Kruchość jutra, Słoneczne jutro
Tom: 1, 2, 3
Liczba stron: 240, 240, 256
Rok wydania: 2017, 2018, 2018
Wydawnictwo: Szara Godzina
Moja ocena: 6/10, 5/10, 7+/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:



sobota, 21 kwietnia 2018

Czy to naprawdę był genialny debiut? | "Pierwszy Róg" Richard Schwartz | Recenzja

Czy to naprawdę był genialny debiut? | "Pierwszy Róg" Richard Schwartz | Recenzja

"Ludzie często mają poczucie, że spotyka ich za coś kara. To nie klątwa na nas ciąży, to tylko życie."

Zbliża się zamieć śnieżna. Muszą się gdzieś schronić, a na swojej drodze spotykają gospodę na przełęczy gór na dalekiej Północy. Zajazd pod Głowomłotem wydaje się idealnym miejscem na przeczekanie złej pogody. Ludzie przybywający do karczmy nie mogliby bardziej się od siebie różnić. Wojownik, który od dwudziestu lat pragnie jedynie spokoju, elfka władająca magiczną mocą, mroczna elfka odznaczająca się brutalnością i oryginalnością, spokojni górnicy, żołdacy pragnący córek karczmarza, wytworny bogacz i dwie ciche niewiasty. Przez tę różnorodność w bardzo szybkim czasie między gośćmi zaczynają pojawiać się konflikty.

Atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej, gdy jeden z parobków zostaje zamordowany w dziwny, a przy tym brutalny sposób. Każdy może okazać się mordercą, a z biegiem czasu ofiar przybywa. Okazuje się, że zajazd zbudowany na starych fundamentach i murach, kryje bardzo dużo tajemnic sięgających dalekiej przeszłości. Czy legendarne Królestwo Askiru ma coś z tym wspólnego?

O książce usłyszałam od razu, gdy wydawnictwo opublikowało zapowiedź na swojej stronie. Na początku miałam wątpliwości, czy chcę po nią sięgnąć. Okładka za bardzo przypominała mi o innej powieści, która okazała się beznadziejna. Poza tym sądziłam, że historia, której akcja toczy się w jednym miejscu, może być po prostu nudna. Przeczytałam jednak początkowy fragment i od razu zmieniłam zdanie. Postanowiłam zapoznać się z debiutem Richarda Schwartza. Co teraz mogę na ten temat powiedzieć? Byłabym głupia, gdybym nie zaryzykowała, bo Pierwszy Róg okazał się świetny. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Pierwszy tom Tajemnicy Askiru został napisany w narracji pierwszoosobowej. Prosty, surowy, ale przy tym obrazowy styl ogromnie mi się spodobał. Archaizmy sprawiły, że poczułam niepowtarzalny, wspaniały klimat. Jego brutalność, bezpośredniość skradła moje serce. Miałam wrażenie, że przeniosłam się w tamte odległe czasy i jestem razem z bohaterami w klaustrofobicznej gospodzie. 

Tę powieść z nurtu high fantasy cechuje niezwykle szybko pędząca akcja. Każda strona wypełniona jest po brzegi tajemnicami, zagadkami, wskazówkami, a także opisami walki. Ta historia niesamowicie mnie wciągnęła. Nie mogłam się od niej oderwać i w ogromnie szybkim tempie pochłaniałam kolejne rozdziały, a tym samym poświęciłam jej zaskakująco mało czasu, chociaż liczy sobie niespełna pięćset stron. 

Czapki z głów dla autora za to, że potrafił wymyślić takie interesujące wydarzenia, chociaż wszystko toczyło się w gospodzie. W życiu nie spodziewałabym się, że znajdę tam tyle ciekawych postaci, imponujących zwrotów akcji, opisów walki i fascynującej magii. Zostałam więc bardzo mile zaskoczona.

Pierwszy Róg zawiera postaci, których charaktery i historia dopracowane są z ogromną szczegółowością. Jeden z głównych bohaterów, Havald był dla mnie chodzącą zagadką prawie do samego końca. Szczegóły z jego wcześniejszego życia zaprzątały moją uwagę i chciałam wiedzieć o nim jak najwięcej. Autor jednak dawkował te informacje i tym samym pobudzał ciekawość czytelnika. Każdy z bohaterów miał w sobie coś wyjątkowego i bardzo przypadło mi to do gustu.

Jedyna rzecz, której nie mogę uznać za plus (za minus też nie), jest wątek miłosny. Wydawał mi się trochę sztuczny i wciśnięty na siłę. Pojawił się znikąd i nieco nie pasował do reszty tekstu. Wspominano go jednak bardzo rzadko, więc mi nie przeszkadzał.

Pierwszy Róg to wciągająca, brutalna, fenomenalna powieść z rewelacyjnymi dialogami. To debiut, ale jak najbardziej udany. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, bo naprawdę warto.

Autor: Richard Schwartz
Tytuł: Pierwszy Róg
Tłumaczenie: Agnieszka Hofmann
Tom: 1
Liczba stron: 496
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Initium
Moja ocena: 9+/10

niedziela, 15 kwietnia 2018

Czy naprawdę jest taka zła? | "Król Kier" Aleksandra Polak | Recenzja

Czy naprawdę jest taka zła? | "Król Kier" Aleksandra Polak | Recenzja


Alicja jest uczennicą ostatniej klasy liceum. Do tej pory jej życie toczyło się powoli i bardzo spokojnie. Liczyła na to, że nadal tak będzie. Miała spędzić cudowny wieczór na studniówce, wyglądając jak księżniczka. Chciała dobrze zdać maturę i żyć szczęśliwie razem ze swoim chłopakiem. Los jednak postanowił spłatać jej figla i pomieszać szyki. Dziewczyna poznaje bowiem Hadriana z Circus Lumos, a razem z nim w jej życiu pojawia się prawdziwa miłość, magia, ale także zło.

Zło czai się wszędzie. Demony atakują ludzkie dusze, zmieniają ich charakter, wydobywają z nich to, co najgorsze. Jeżeli nie będziemy walczyć z ciemnością, ogarnie ona nasze serca, dusze i z biegiem czasu zawładnie całym światem. My nie widzimy tych demonicznych postaci, ale członkowie Circus Lumos tak i to oni pomogą nam w zbliżającej się walce z mrokiem.

Tej książki nigdy nie miałam w planach przeczytać. Wiele razy o niej słyszałam, ale jednak duża część opinii była negatywna. Wolałam nie ryzykować i po prostu po nią nie sięgać. Króla Kier dostałam w postaci pewnego rodzaju prezentu i uznałam, że nie zaszkodzi spróbować. Teraz jestem już po lekturze i mogę stwierdzić, że ta powieść wcale nie zasłużyła na takie postrzeganie z mojej strony. Miała swoje wady, ale jednocześnie bardzo mnie do niej ciągnęło. Czytałam ją nawet na niektórych lekcjach, a ostatnie kilkadziesiąt stron wiele zmieniło w mojej ocenie.

Myślę, że Aleksandra Polak miała świetny pomysł na fabułę. Pomieszanie tematu cyrku, potężnej magii z nutą fantastyki to z pewnością coś, co ma ogromną szansę przepaść mi do gustu. Nie wykorzystała w pełni tego potencjału, ale dzięki końcówce książki, wiem, że to zrobi w kontynuacji. Dlaczego jestem tego pewna? Autorka pod koniec się rozkręciła, treść pochłonęła mnie bez reszty i byłam zawiedziona, że muszę czekać na ciąg dalszy.

Z jakiego powodu powieść nie spełniła wszystkich wymagań, żeby stać się fenomenalną?


Książka na samym początku sprawiała wrażenie pisanej niezwykle ostrożnie. Wydarzenia toczyły się bardzo powoli i tak naprawdę dotyczyły życia codziennego. Autorka pisała głównie o zdarzeniach ze szkoły, przyjaźni, trudnym związku. Domyślam się, że wielu osobom nie przypadło to do gustu.  Mnie nie porwało, ale również nie zniechęcało, gdyż potrzebowałam tego typu odskoczni od trosk dnia codziennego.



Muszę przyznać, że niekoniecznie podoba mi się, gdy w powieściach zawierających elementy fantastyki i magii, autorzy używają polskich imion. Tym razem jednak ani trochę mi to nie przeszkadzało. Moim zdaniem zostały trafnie dopasowane do konkretnych bohaterów. Na dodatek niektóre z nich są moimi ulubionymi.

Niestety bohaterka czasami stawała się minusem tej powieści. Zdarzało się, że mnie rozśmieszała lub podobało mi się to, jakie miała nastawienie do niektórych spraw. Najczęściej jednak wydawała mi się dziecinna i dosyć naiwna. Robiła "z igły widły", a kiedy indziej nie przywiązywała żadnego znaczenia do bardzo poważnych spraw. Momentami nie wiedziałam, czy jest niezwykle odważna, czy po prostu głupia. Potrafiła podjąć zbyt wielkie ryzyko jedynie pod wpływem emocji, które targały nią w danym momencie. Gdybym była młodszą czytelniczką, pewnie nie zwróciłabym na to uwagi, ale teraz lekko mnie to irytowało.

Z drugiej strony był również Hadrian. Okazał się bardzo ciekawy, inteligentny i odważny, a przy tym potrafił rozśmieszyć. Urzekła mnie jego historia i jego zdecydowanie zaliczam do plusów tej książki, tak samo, jak całe Circus Lumos.

Król Kier to debit pisany bardzo prostym językiem. Na początku nudny, ale z biegiem stron coraz ciekawszy, zawierający pewnego rodzaju magię przyciągania. Nie był idealny, ale stanowił pewnego rodzaju wstęp do historii Hadriana i całego Circus Lumos. 

Autor: Aleksandra Polak
Tytuł: Król Kier
Tom: 1
Liczba stron: 360
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Moja ocena: 6+/10

Za możliwość przeczytania i napisania opinii o tej książce dziękuję:


wtorek, 3 kwietnia 2018

SERIA WSPÓŁCZESNE BAŚNIE | "Weteran" Katy Regnery | Recenzja

SERIA WSPÓŁCZESNE BAŚNIE | "Weteran" Katy Regnery | Recenzja

Savannah Carmichael to dziewczyna z małego miasteczka. Wyjechała do Nowego Jorku i osiągnęła ogromny sukces jako dziennikarka. Przez jeden głupi błąd straciła wiarygodność, a co za tym idzie, karierę. Zakochała się w niewłaściwym mężczyźnie i zaufała mu. Przez to utraciła szansę  na pracę w ukochanej branży. Wróciła do rodzinnego Danvers, żeby wszystko sobie przemyśleć i ułożyć plan działania.

Dzięki swojej koleżance kobieta dostaje jeszcze jedną szansę. Musi tylko napisać artykuł o interesującym człowieku. Gdy się o tym dowiaduje, postanawia przeprowadzić wywiad z mieszkającym niedaleko weteranem wojennym. Młody mężczyzna osiem lat wcześniej stracił w Afganistanie rękę i pół twarzy. Od czasu wypadku nie wychodził ze swojego domu i wszyscy to szanowali. Jego życie się zmienia, gdy piękna dziennikarka puka do jego drzwi w zwiewnej, kolorowej sukience i z talerzem domowej roboty pierniczków w dłoni. Były żołnierz nigdy nie zgadzał się na tego typu rozmowy. Tym razem wbrew sobie zgadza się, a po pewnym czasie odkrywa, że śliczna kobieta zwróciła mu w głowie.

Od momentu, w którym zobaczyłam okładkę i przeczytałam opis "Weterana", nie mogłam doczekać się chwili, w której wreszcie będę mogła zapoznać się z tą historią. Myślałam, że to idealna książka dla mnie. Spodziewałam się cudownej opowieści miłosnej, jakiej brakowało od jakiegoś czasu w moim czytelniczym życiu. Czy dostałam to, czego chciałam? Z pewnością okazała się nieco inna, niż sobie wyobrażałam.


Na samym początku muszę powiedzieć, że ta książka w niewielkim stopniu mnie rozczarowała. Prawdopodobnie stało się to z mojej winy, bo nastawiłam się na historię miłosną godną Colleen Hoover. Książka okazała się wzruszająca i emocjonalna, ale miała cechę, która według mnie była dość sporą wadą.

Rzecz, która niezwykle denerwowała mnie w tej książce to fakt, iż uczucie między głównymi bohaterami zbyt szybko się rozwijało. Ledwo się poznali, a już byli w sobie zakochani na zabój. Miłość, która pojawia się od pierwszego wejrzenia, moim zdaniem jest mało wiarygodna. Przypomina raczej zauroczenie lub pożądanie. Kocha się kogoś za to, jaką jest osobą, a nie za to, jak wygląda.

W książce pojawiło się dosyć dużo odważnych scen miłosnych. Nie mam pojęcia, czy zaliczyć je do plusów, czy raczej do minusów. Według mnie uczucie damsko-męskie nie powinno sprowadzać się głównie do seksu, a czasami miałam wrażenie, że tak było w tej powieści. Z drugiej strony autorka opisała je w piękny sposób. Przepełniało je uczucie, emocjonalność, zmysłowość i seksowność. Ani razu nie użyła wulgaryzmu i to bardzo mi się spodobało.

Ogromnie przypadło mi do gustu to, że w tej książce poruszono temat weteranów wojennych. Osobom, które wiele przeżyły w czasie konfliktu zbrojnego, strasznie trudno jest wrócić do rzeczywistości. Ciągle budzą się z koszmarów, miewają ataki paniki. Jeszcze gorzej mają ci, którzy utracili w tym czasie jakąś część ciała. Mogę sobie jedynie wyobrażać to uczucie oraz podziwiać tych, którzy to przetrwali i nadal mają ochotę na to, aby korzystać z uroków życia. Szkoda, że Katy Regnery jeszcze bardziej nie wgłębiła się w ten temat. Mimo tego dobrze, że go poruszyła przynajmniej w niewielkim stopniu.

Czas na kolejną kwestię, która sprawiła, że lektura tej książki nie była czasem zmarnowanym. Cieszę się, że autorka ukazała czytelnikom, że jeden mały, bezmyślny błąd może naruszyć zaufanie łączące dwoje ludzi. Nie musi to nastąpić umyślnie. Później jednak trudno odzyskać utraconą pewność, że dana osoba nas nie skrzywdzi.

"Weteran" to emocjonalna, uczuciowa, ale przy tym raczej niezobowiązująca lektura. Z pewnością zachwyci wielu czytelników. Mnie się podobała, ale czegoś jej zabrakło. Niemniej jednak z niecierpliwością czekam na kolejne tomy serii "Współczesne baśnie".

Autor: Katy Regnery
Tytuł: Weteran
Tom: 1
Liczba stron: 348
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:


Copyright © 2016 Uzalezniona od ksiazek , Blogger