niedziela, 24 czerwca 2018

Cudze chwalicie, swego nie znacie | "Maraton do szczęścia" Marta Radomska | Recenzja


Ziemska wędrówka trzydziestoletniej Aleksandry jest podręcznikowym przykładem stabilności i uporządkowania. Wszystko w jej egzystencji zostało rozplanowane i toczy się rutynowym cyklem. Stabilne życie, stabilny związek, stabilna przyjaźń, stabilna praca - czy w takich warunkach można być szczęśliwym? Do pewnego momentu z pewnością, ale co później?

W jednej chwili wszystko się zmienia. W życiowe progi Oli wkracza tajemniczy mężczyzna, niebezpieczny człowiek o nieznanej  tożsamości, a także pożerający skarpetki, świeże pranie  i wiele innych rzeczy, ale zawsze wierny amstaff. Pojawiają się nie tylko nowe osoby, ale również rodzinna intryga, zagadka i niebezpieczeństwo, które sprawiają, że wszystkie wydarzenia przypominają filmowy kryminał z romansem w tle.

O tej książce nigdy nie słyszałam. Dopiero gdy wydawnictwo ogłosiło premierę drugiego tomu, zainteresowałam się tą serią i uznałam, że będzie idealna na wakacje, więc dlaczego miałabym po nią nie sięgnąć? Nie oczekiwałam od Maratonu do szczęścia zbyt wiele. Zostałam jednak bardzo miło zaskoczona i trochę żałuję, że nie trafiłam na twórczość tej autorki nieco wcześniej.

Tę powieść pożera się bardzo szybko, a właściwie połyka w całości. Dzięki lekkiemu stylowi pisania Marty Radomskiej, ciekawym wydarzeniom i wciągającej akcji oraz odrobinie codzienności, zanim się spostrzegłam, byłam już przy zakończeniu. Na szczęście na mojej półce czeka już kolejny tom i nie będę musiała rozstawać się z bohaterami.

Skoro wspomniałam już o postaciach, które pojawiły się w tym debiucie, napiszę o nich kilka słów. Bez wahania mogę stwierdzić, że bardzo ich polubiłam. Każda z osób miała w sobie coś, co wzbudzało moją sympatię. Ich naturalne dialogi i charaktery sprawiały, że miałam wrażenie, iż czytam o prawdziwych ludziach. Niestety w niektórych sytuacjach zachowanie Oli było totalnie głupie, ale na szczęście jej osobowość to nadrabiała i ona także pozostała w kręgu lubianych osób.

Bardzo spodobało mi się lekkie poruszenie tematu toksycznych związków. Być może delikatny przykład podany w Maratonie do szczęścia sprawi, że ktoś ustrzeże się od partnera (lub partnerki) niszczącego samoocenę, wnoszącego bardzo mało do związku, a biorącego dużo. 

Czas na kolejne dwa plusy tej książki. Opisano w niej miłość do sportu w taki sposób, że miałam ochotę wstać i zacząć ćwiczyć albo zapisać się na siłownię. Poza tym urzekło mnie to, w jaki sposób została ukazana miłość do psa i wierność tego pupila. Autorka w świetny sposób pokazała, że wystarczy ukazać zwierzęciu odrobinę uczucia i poczucia bezpieczeństwa, a odwdzięczy nam się z nawiązką. Mam nadzieję, że ten wątek będzie kontynuowany w kolejnym tomie, bo bardzo polubiłam piesa-biesa.

W mój gust literacki zdecydowanie wpasowała się intryga rodzinna stworzona przez Martę Radomską. Razem z główną bohaterką odkrywałam kolejne elementy układanki, snułam przypuszczenia i dążyłam do rozwikłania zagadki. Czasami moje domysły okazywały się prawdziwe, a kiedy indziej byłam ogromnie zaskakiwana. Dzięki temu świetnie się bawiłam i spodziewam się, ze w Sprincie do marzeń będzie podobnie, o czym niedługo się przekonam.

Maraton do szczęścia to świetna, optymistyczna i zabawna powieść, która swoją intrygą, dialogami i świetnymi bohaterami dostarcza rozrywki, ale dzięki niej możemy ujrzeć także ważne kwestie życia codziennego. Jakie? Miłość damsko-męską, rodzicielską i opiekuńczą w stosunku do zwierzęcia. Czytając ją, uświadamiamy sobie, jak powinien wyglądać związek, ale również prawdziwa i szczera przyjaźń. 

Autor: Marta Radomska
Tytuł: Maraton do szczęścia
Tom: 1
Liczba stron: 456
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Moja ocena: 9/10


Copyright © 2016 Uzalezniona od ksiazek , Blogger