sobota, 22 czerwca 2019

"Uciekaj, Tariko" Joanna Piotrowska | Recenzja

"Uciekaj, Tariko" Joanna Piotrowska | Recenzja


Advay to dziesięcioletni hinduski chłopiec mocno doświadczony przez życie. Pewnego dnia zostaje posłany po zakupy, ale dostrzega mężczyznę, który ku wesołości tłumu, krzywdzi małą małpkę. Advay wie, że ojczym mocno się zdenerwuje, ale mimo strachu postanawia wykupić makaka i się nim zająć. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że zwierzątko z jednego piekła trafi do drugiego. Co zrobi mąż jego mamy, gdy odkryje nieproszonego lokatora za łóżkiem na piętrze? Jakie losy czekają małego hindusa i jego najlepszego przyjaciela?

O tej książce tak naprawdę nigdy nie słyszałam. Postanowiłam poznać tę historię pod wpływem chwili, gdy przeczytałam opis. Wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie, więc z niecierpliwością czekałam na przesyłkę. Gdy miałam już taką możliwość, wzięłam swój egzemplarz, usiadłam pod kocykiem i pochłonęłam całą treść w zaledwie jeden wieczór.

Styl autorki przypadł mi do gustu. Mimo dosyć trudnej tematyki okazał się lekki i przyjemny. Można powiedzieć, że płynęłam przez kolejne słowa, a kartki przelatywały między moimi palcami. W przyszłości z chęcią przeczytałabym kolejne dzieła ze zbioru jej twórczości.

Zdecydowanie spodobało mi się to, że w tak krótkiej powieści zostały zawarte wzruszające losy kilku ludzi. Mimo tego, że najwięcej uwagi poświęcono chłopcu i jego małpce, to Joanna Piotrowska opowiedziała również historie innych bohaterów. Oni także odgrywają dużą rolę, a wydarzenia z nimi związane nie pozostały mi obojętne.

Najbardziej przejęłam się losami Advaya w domu jego ojczyma. Mężczyzna z wielką brutalnością znęcał się nad rodziną w każdy możliwy sposób. Nienawidził swojego pasierba tylko dlatego, że nie był jego dzieckiem, a żony, bo urodziła mu córkę, a nie syna, którego pragnął. To, co zrobił Hamish, było dla mnie nie do pomyślenia. Nie tylko bił swoich bliskich, ale również poniżał i mocno wpływał na ich psychikę. Dzieci, które są ofiarami przemocy psychicznej i fizycznej, boją się, mogą stać się małomówne, nieśmiałe, stracić pewność siebie i mieć obniżoną samoocenę. To właśnie spotkało Advaya, który na każdym kroku uważał, żeby nie popełnić żadnego błędu, ale jego ojczym zawsze znalazł jakiś powód, żeby z niego szydzić lub go uderzyć. Gdy czytałam o tych wydarzeniach i wiedziałam, że chłopiec jest nieszczęśliwy, łamało mi się serce.

Kolejny temat, który mnie poruszył to eksperymenty na zwierzętach i znęcanie się nad nimi. Zbyt często wykorzystuje się je do testowania leków, kosmetyków, detergentów, a także do badań pseudonaukowych. Najstraszniejsze jest to, że istnieją alternatywne metody, ale zdarzają się bezduszni ludzie, którzy wolą "pójść na łatwiznę" kosztem cierpienia tych istot. Tak samo było w książce, a autorka próbowała zwrócić na to uwagę i przełamać ludzką znieczulicę.

Miłość, którą oferują nam zwierzęta, różni się od tej, którą zostajemy obdarzeni przez ludzi, ale niewątpliwie jest szczera. Nie możemy z nimi porozmawiać, ale one z łatwością potrafią wyczuć emocje i pocieszyć na swój własny sposób. Taka istotka może zostać przyjacielem człowieka, ale najpierw trzeba ofiarować jej swoją troskę i opiekę. W pełni uświadomiłam to sobie, gdy czytałam o relacji hinduskiego chłopca z jego małpką. To właśnie ona dała mu siłę do walki.

W powieści można dostrzec również to, iż za bliskimi można tęsknić przez wiele lat, nawet jeżeli ma się pewność, że oni już nie wrócą.

"Uciekaj, Tariko" to wzruszająca historia o tęsknocie, pragnieniu posiadania bratniej duszy i prawdziwej przyjaźni, ale również o tęsknocie za bliskimi, znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad rodziną oraz eksperymentach przeprowadzanych na zwierzętach. Nie tylko niezwykle wciąga, ale także porusza czułe struny w sercach czytelników.

Autor: Joanna Piotrowska
Tytuł: Uciekaj, Tariko
Liczba stron: 134
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Novae Res
Moja ocena: 8/10

Możliwość przeczytania i zrecenzowania książki zawdzięczam portalowi Sztukater.pl

czwartek, 20 czerwca 2019

Czy mogło być gorzej? | "Więź" Anna Lewicka | Recenzja

Czy mogło być gorzej? | "Więź" Anna Lewicka | Recenzja


Alicja to szczupła, młoda studentka, która ma moc. Od jakiegoś czasu pragnie znaleźć pewną rzecz i w tym celu musi wybrać się w podróż. Jest typem samotnika, więc sama wyrusza na jej poszukiwanie.

Główną bohaterkę poznajemy w momencie, w którym wysiada z autobusu na zupełnym pustkowiu, gdzieś w Bieszczadach. Ma ze sobą tylko plecak i wahadełko, które ma jej wskazać miejsce, które chce znaleźć młoda kobieta. Brnąc w śniegu, w końcu dociera do wyznaczonego terenu. Zaczyna kopać w śniegu, gdy nagle wpada do lodowato zimnej wody. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę z tego, że jest na środku jeziora, a jej życie staje się zagrożone.

Dziewczyna ma szczęście, ponieważ w porę zauważa ją Wiktor, z wielkim trudem wyciąga ją ze zbiornika wodnego, a później zabiera do domu. Tam walczy o to, aby nie uleciało z niej życie.

Na przeczytanie tej książki zdecydowałam się pod wpływem chwili. Piękna okładka i interesujący opis sprawiły, że bez zapoznania się z opiniami innych czytelników, postanowiłam po nią sięgnąć. Niestety muszę przyznać, że to był błąd. Na początku myślałam, że akcja jeszcze się rozkręci, ale później zrozumiałam, że im dalej, tym gorzej.

Książka została napisana w taki sposób, że czytało się ją bardzo ciężko. Na przeczytanie jednej strony potrzebowałam dość dużo czasu. W treści zawarto ogromną ilość wydarzeń i opisów, które nic nie wnosiły do tej historii, a sama akcja toczyła się w ślimaczym tempie. Bohaterowie również pozostawiali wiele do życzenia. Ich losy były mi całkowicie obojętne, a zachowanie zupełnie bez sensu. 

Uważam, że pomysł na tę powieść był ciekawy, ale niestety wykonanie wszystko zepsuło. Autorka niepotrzebnie umieściła w tej historii wiele opisów i wydarzeń, które były tam zupełnie niepotrzebne i nudziły, zamiast zaciekawić. Mam również zastrzeżenia do dialogów, ponieważ moim zdaniem tworzono je na siłę. Brak w nich jakiejkolwiek lekkości i naturalności. Myślę, że nikt nie rozmawia w taki sposób w prawdziwym życiu i to, że książka zalicza się w pewnym stopniu do fantastyki, nie jest w tym wypadku wymówką.

Bohaterowie zostali stworzeni w bardzo papierowy sposób, próżno było się w nich doszukiwać jakiejkolwiek głębi. Infantylne zachowanie Alicji sprawiało, że miałam ochotę wyrzucić swój egzemplarz za okno. Zachowywała się jak głupiutkie dziecko lub osoba niespełna rozumu, a nie dorosła kobieta. Przez niecałe czterysta stron ciągle pozostawała płytka, nierozważna i niecierpliwa. Te cechy zostały przypisane nie tylko jej, ale także jej znajomym. Studia jeszcze przede mną, ale jestem pewna, że nikt tam nie zachowuje się w taki sposób, jak przyjaciółki głównej bohaterki.

Wiktora polubiłam nieco bardziej niż Alicję, ale również jego wykreowanie nie udało się autorce. Mimo tego, że był delikatnym mężczyzną z problemami, to jednak jego psychika nie została zgłębiona. Poza tym tak samo, jak Alicja, momentami zachowywał się dziecinnie, a czasami nawet niepokojąco.

Kolejnym elementem tej historii, która nie przypadła mi do gustu, były relacje łączące młodą studentkę i samotnika mieszkającego w górach. Nie chcę zdradzać za dużo z treści, ale moim zdaniem jedyne, co ich łączyło to seks. Znając się kilkadziesiąt godzin, zaczęli zachowywać się nie tylko jak para, ale nawet małżeństwo. Gotowanie nieznajomemu mężczyźnie i chodzenie po całym domu pod jego nieobecność, nie jest do końca normalne. Gdy znali się już trochę dłużej, twierdzili, że się kochają, ale tak naprawdę nic o sobie nie wiedzieli. Dodatkowo nie tęsknili za sobą nawzajem, tylko za wspólnym życiem intymnym.

Nie mogę pominąć również elementów fantastyki i mitologii słowiańskiej, które Anna Lewicka zawarła w swojej twórczości. Uważam, że ten wątek zupełnie nie wpasował się w całość i w ogóle nie powinien zostać zamieszczony w tej powieści.

Według mnie Więź ma same negatywne strony, a żadnych pozytywnych. Chciałabym znaleźć w niej jakieś zalety, ale niestety nie potrafię. Bardzo żałuję zmarnowanego czasu i kolejny tom będę omijać szerokim łukiem.

Autor: Anna Lewicka
Tytuł: Więź
Tom: 1
Liczba stron: 372
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 2-/10

Możliwość przeczytania i zrecenzowania książki zawdzięczam portalowi Sztukater.pl

sobota, 15 czerwca 2019

"Wietrzny wojownik" Adam Molenda | Recenzja

"Wietrzny wojownik" Adam Molenda | Recenzja


Robert jest młodym mężczyzną, który jakiś czas temu został zarażony miłością do żeglowania. W wakacje udziela się w klubie, dzięki któremu ma możliwość oddawania się swojej pasji i udziału w prestiżowych zawodach. Do niedawna wszystko układało się idealnie. Nastolatek mógł spełniać swoje marzenia, był lubiany i poznał dziewczynę, którą z czasem zaczął darzyć sympatią. Niestety wszystko zmieniło się na gorsze.

Po zatrudnieniu w klubie nowego trenera, zwanego Hiszpanem, Robert zyskał realne szanse na wygraną w konkursie. Zmiana łodzi, załogi i ciężkie treningi zaczęły przynosić oczekiwane efekty. Chłopak w końcu mógł wykazać się talentem. Czy jednak gra była warta świeczki? Czy ten młody człowiek zaryzykuje utratę sympatii wśród rówieśników, a także długoletniej przyjaźni tylko po to, aby wygrać? Przekonajcie się sami, jak potoczą się jego losy.

Tę książkę postanowiłam przeczytać głównie dlatego, że nawiązywała do tematu wakacji. W ostatnim czasie temperatura wzrasta coraz bardziej, więc uznałam, że to będzie idealna lektura na upalne dni. Gdy już miałam tę powieść na swojej półce, nie mogłam się przełamać, żeby po nią sięgnąć, ale w końcu się na to zdecydowałam. Teraz żałuję, że zwlekałam tak długo, ponieważ okazała się naprawdę ciekawa i wartościowa. Całą historię poznałam w ciągu kilku godzin. Odrywałam się od niej tylko wtedy, kiedy byłam do tego zmuszona.

Niedługo zakończenie roku szkolnego, więc postanowiłam zacząć od mało znaczącego szczegółu, który jednak zwrócił moją uwagę. Główny bohater ma problemy z nauką matematyki i musi przygotowywać się do egzaminu poprawkowego. To dzięki niemu można sobie uświadomić, że poznawanie nowych zagadnień nie jest wcale takie trudne i nudne, jeżeli jesteśmy systematyczni i znamy osobę, która dobrze nam to wytłumaczy. Ja również kiedyś nie lubiłam jednego z przedmiotów szkolnych, ale po zmianie nauczyciela, okazało się, że może być całkiem ciekawy. 

Wietrzny wojownik pokazuje czytelnikom, że warto rozwijać swoje pasje, samorealizować się i spełniać marzenia. Zawsze trzeba dążyć do tego, aby być coraz lepszym w tym, co się robi. Należy jednak pamiętać o uczciwości i o najbliższych. Nie powinno się przedkładać chęci zwycięstwa nad dobre relacje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. 

Spodobało mi się również to, że miłość była w tej powieści wątkiem pobocznym, a nie głównym. Została przedstawiona w ciekawy, ale nienatrętny sposób. Nie wyskakiwała z każdego kąta i to uważam za duży plus.

Zdecydowanie przypadł mi do gustu fakt, iż bohaterowie zostali wykreowani w sposób umiejętny. Okazali się inteligentni i zaradni, ale Adam Molenda ich nie wyidealizował. Popełniali błędy i uczyli się na nich tak, jak wszyscy ludzie w ich wieku. 

Myślę, że mogę śmiało polecić Wietrznego wojownika nie tylko nastolatkom, ale również nieco starszym czytelnikom. Lekki, ale oryginalny styl pisania autora, wartka akcja, świetnie wykreowani bohaterowie, młodzieńcze problemy oraz wakacyjny klimat zdecydowanie mnie do siebie przekonały i być może kiedyś jeszcze wrócę do tej historii.


Autor: Adam Molenda
Tytuł: Wietrzny wojownik
Liczba stron: 176
Rok wydania: 
1996 - I wydanie (?)
2018 - II wydanie poprawione i uzupełnione 
Wydawnictwo: Akronim
Moja ocena: 9+/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję:




czwartek, 13 czerwca 2019

"Zdradzieckie serce" Mary E. Pearson | Recenzja

"Zdradzieckie serce" Mary E. Pearson | Recenzja


UWAGA! RECENZJA ZAWIERA SPOILERY Z POPRZEDNIEGO TOMU!

Lia i Rafe zostają porwani i przetrzymywani przez barbarzyńców z królestwa Vendy. Lud ten zawsze zabija swoich wrogów, nigdy nie bierze zakładników. Księżniczka i książę są jednymi z pierwszych, których to spotkało i zdają sobie sprawę z tego, że ich szanse na ucieczkę są bardzo znikome. Kaden, który ocalił Lię od śmierci, ale doprowadził do jej uprowadzenia, z całych sił próbuje utrzymać ją przy życiu. Aby tego dokonać, informuje Komizara, że dziewczyna ma niezwykły dar.

Z niewyjaśnionych przyczyn przywódca Vendy zaczyna interesować się młodą kobietą bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Kaden nie wie, czy to większa szansa na jej przeżycie, czy może jednak przeważa ryzyko. 

Lia musi zdecydować, komu może zaufać, a kto jest jej wrogiem. 

Jedyne, czego pragnie Rafe, to wydostanie siebie i dziewczyny, na której mu zależy z rąk barbarzyńców.

Pierwszy tom Kronik ocalałych czytałam ponad rok temu i bardzo mi się podobał. Nic więc dziwnego, że postanowiłam sięgnąć po kolejną część. Od razu, gdy miałam swój egzemplarz, zaczęłam czytać i wróciłam do świata wykreowanego przez Mary E. Pearson. Książkę skończyłam naprawdę szybko, ale za napisanie recenzji zabrałam się po dłuższym czasie. Poniżej jednak przedstawiam moje odczucia, co do tej kontynuacji. 

Mój główny problem, co do tej powieści to główna bohaterka. W Fałszywym pocałunku pokochałam jej odwagę, chęć prawdziwego życia, życzliwość i to, że była silna. Pewnymi czynami zaskarbiła sobie moją przychylność. Uważałam ją za osobę bardzo dojrzałą jak na swój wiek. Niestety tym razem przez część spotkania z twórczością tej autorki, Lia wydawała mi się infantylna, niezdecydowana i poniekąd nieodpowiedzialna. Denerwowało mnie to, że ciągle zmieniała zdanie i nie potrafiła się trzymać raz podjętej decyzji.

Poza tym kilkadziesiąt początkowych stron tej historii mnie nużyło. Z jednej strony bardzo podobały mi się opisy Vendy i ustroju tam panującego, ale z drugiej brakowało mi wartkiej akcji i po pewnym czasie po prostu się nudziłam. Na szczęście później się to zmieniło i treść wciągnęła mnie na długie godziny.

Oczywiście ta książka ma swoje minusy, ale posiada także zalety. Przede wszystkim bardzo lubię lekki i przyjemny styl pisania autorki. Podoba mi się również to, że występuje tutaj narracja pierwszoosobowa, przez co dużo łatwiej było mi się wczuć w sytuację bohaterów. Poza tym ogromnie przypadło mi do gustu wykreowanie postaci Komizara. Ten mężczyzna wywarł na mnie duże wrażenie. Był osobą tajemniczą, okrutną, a jednak mającą w sobie coś, co mocno do siebie przyciąga.

Muszę również zaznaczyć, że w drugiej części tego tomu akcja zaczyna pędzić z prędkością światła. Dzieje się naprawdę wiele interesujących i zaskakujących wydarzeń, które pochłaniają czytelnika bez reszty i wypuszczają dopiero na ostatniej stronie. Po pewnym czasie również zachowanie Lii wróciło do normy i znowu była tą dziewczyną, którą tak bardzo polubiłam. Ponownie zobaczyłam w niej dojrzałą, odpowiedzialną i dobrą przyszłą królową.

Mogę śmiało powiedzieć, że mimo swoich mankamentów, Zdradzieckie serce to bardzo dobra kontynuacja, którą warto przeczytać. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom.

Autor: Mary E. Pearson
Tytuł: Zdradzieckie serce
Tom: 2
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Liczba stron: 528
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Initium
Moja ocena: 8+/10
Copyright © 2016 Uzalezniona od ksiazek , Blogger